.nag

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie biblioteczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie biblioteczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2015

Niezapomniane urodziny





Wybacz mi, Leonardzie

-Matthew Quick



Wydawnictwo: Otwarte
tytuł oryginału: Forgive Me, Leonard Peacock
data wydania:8 października 2014
tłumaczenie: Jacek Konieczny
liczba stron:408
cykl: Moondrive
moja ocena: 8/10

   Trudno być "innym" w dzisiejszych czasach. Człowiek, który od dziecka nie rozumie i przeciwstawia się ogólnie przyjętym normom, od początku ma pod górkę. Mimo tego czerpie z życia wszystko, co staje na jego drodze i jest szczęśliwy. Robi to co kocha, a nie to czego inni od niego oczekują. A co najważniejsze nikogo nie udaje i jest sobą.

  Trudno natrafić na takie osoby wśród dorosłych, nie mówiąc tego typu nastolatkach.
 Leonard jest "inny". Nie interesuje go imponowanie przed rówieśnikami, ale odkrycie tajemnicy smutku dorosłych, których uważnie obserwuje.


,,Mam taką teorię, że z wiekiem tracimy zdolność do bycia szczęśliwym.''

  Jednak jeden, długo szykowany plan może wiele zmienić. W dniu swoich osiemnastych urodzin Leonard postanawia popełnić samobójstwo. Ale nie tylko sobie zamierza odebrać życie...

  Rzadko trafiam na autora, który każdą książką wywołuje łzy. Przeczytałam wszystkie powieści Matthew Quicka, które były dedykowane nastolatkom i każda wzbudzała we mnie skrajne emocje.
Historia Leonarda nie była wyjątkiem. Od początku czytelnik zostaje rzucony na głęboką wodę. Ojciec nastolatka zostawił rodzinę jak chłopiec był młody, a matka przez większość roku przebywa na innym kontynencie. Cienie przeszłości nie dają o sobie zapomnieć. Nastolatek czuje się odrzucony, a jego codzienność rozświetlają spotkania przy filmach ze starszym sąsiadem, słuchanie grającego kolegi na skrzypcach i lekcje o Holokauście.


,,Najpierw cię ignorują,potem się z ciebie śmieją, potem cię zwalczają,potem wygrywasz."


  Często narzekamy na swoje życie i nie doceniamy tego, co mamy.  Matthew Quick, znowu pokazuje i przypomina o wielu wartościach, ale również o problemach. Łatwo odebrać sobie życie, ale czy warto? Trudno być wykluczonym przez rodziców i rówieśników, tylko dlatego, że jest się sobą.
Historia jest bardzo prawdziwa. Czasami żałowałam, że aż tak. Jednak dzięki temu jest piękna i wyjątkowa. Tak jak Leonard, którego nie sposób nie polubić.
Fabuła przeskakuje z teraźniejszości do przeszłości. Czasami trudno było mi się odnaleźć, ale  wydaje mi się, że Matthew Quick w ten sposób idealnie pokazał psychikę głównego bohatera.


"Rewolucja rozpoczyna się od ciągu pojedynczych decyzji, od kolejnych wdechów i wydechów"

  Autor użył w książce wiele nietypowych pomysłów, które od razu polubiłam. Specyficzny humor również przypadł mi do gustu. ,,Wybacz mi Leonardzie" przypomina o akceptacji drugiego człowieka i empatii. Pobudza szare komórki i nie pozostawia obojętnym. Na pewno wrócę do tej historii jeszcze nie raz i bardzo ją Wam polecam. 



Cykl: 
Wybacz mi, Leonardzie


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
wyzwanie biblioteczne 





czwartek, 13 sierpnia 2015

Trauma, o której się nie mówi




Pęknięte odbicie

-Dawn Barker


Seria: Kobiety to czytają!
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
tłumaczenie:Anna Kłosiewicz
tytuł oryginału: Fractured
data wydania:5 marca 2015
liczba stron:504
moja ocena: 8/10 



 Okres ciąży i czas radości z dopiero co narodzonego maleństwa, był dla mnie zawsze uważany za szczęśliwy. Po trudach porodu najpiękniejszą rzeczą jest dostanie do przytulania maluszka. Większość matek już wtedy nawiązuje wieź ze swoim dzieckiem.
Jednak jest też druga strona medalu. Jak się okazuje aż do 20% * młodych mam zapada na depresję poporodową. Ja nie miałam o tym pojęcia i teraz zastanawiam się, dlaczego tak mało się mówi, skoro co piąta kobieta może wyrządzić krzywdę sobie lub dziecku.


 Anna bardzo długo starała się o dziecko. Kiedy już powoli traciła nadzieję, okazało się że zaszła w ciąże. Wraz z mężem nie mogła się doczekać narodzin malucha.
Kiedy Jack pojawia się w życiu małżeństwa, Anna zdaje sobie sprawę, że coś jest  nie w porządku. Nie może nawiązać więzi z dzieckiem i nie potrafi czerpać z nowego etapu życia radości. Sprawy nie polepsza fakt, że mąż jest non stop w pracy, a Anna nie chce pomocy ze strony teściowej.

  Pewnego dnia, młoda matka znika z domu, a wraz z nią jej syn. Dopiero po jakimś czasie, rodzina to zauważa. Teraz liczy się każda sekunda...


Całymi latami szukałam kogoś, na kogo mogłabym zrzucić winę, za wszystko, co poszło w moim życiu nie tak, ale nikogo takiego nie znalazłam. 
Życie po prostu nie jest sprawiedliwe, a my nie możemy nic na to poradzić." 

  Jest to moja druga książka, którą czytam w ramach serii ,,Kobiety to czytają!" , ale równie wyjątkowa. Największym atutem powieści niewątpliwie jest temat i sposób przedstawienia depresji poporodowej. Autorka wnikliwie pokazała stan psychiczny nie tylko matki, ale również najbliższej rodziny. Nie wyobrażam sobie, jak musieli cierpieć, ale przynajmniej możemy zobaczyć jak łatwo przekroczyć granicę osobie, która cierpi na psychozę.
Kiedy wydarzyła się ta tragedia, wszyscy zrozumieli, że zignorowali ważne symptomy. Szczególnie Tony wyrzuca sobie, że całą opiekę nad niemowlakiem zrzucił na żonę. Niestety, nie tylko on tak robi- wszystkim wydaje się, że małym dzieckiem powinna interesować się przede wszystkim matka. A na pewno nie jest to łatwe zadanie i niektóre kobiety nie dają sobie rady. Mam nadzieję, że z czasem jeszcze więcej młodych ojców zacznie pomagać swoim partnerkom.


"Nie wierzył w Boga, ale był przekonany, że gdzieś tam, pośród wspomnień wirujących wokół tych pradawnych klifów, razem z oceanicznymi wiatrami fruwały też i te o maleńkim chłopczyku, i że Jack jakimś sposobem wiedział, że jego mama go kocha."



  Książka nie należy do łatwych i lekkich. Czyta się ją ciężko i niejednokrotnie zalewał mnie smutek podczas lektury. 
Wydarzenia poznajemy na zmianę- raz jesteśmy w teraźniejszości, a raz w przeszłości. Bardzo podobał mi się ten zabieg (przyczynowo- skutkowy), gdzie jeszcze głębiej możemy poznać stadia choroby i jej skutki. 


,,Pęknięte odbicie" wstrząsnęło mnie, ale cieszę się, że je poznałam. Uważam, że historię powinni obowiązkowo poznać wszyscy przyszli rodzice, ale to nie oznacza, że nie trafi ona do innych czytelników. (najlepszy przykład-ja). Może lektura nieidealna na lato, ale za kilka miesięcy będzie w sam raz.  


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Wyzwanie biblioteczne



-----------------------
* dane na stronie- kilk

wtorek, 4 sierpnia 2015

Po trupach do celu



Serena

Ron Rash


wydawnictwo: Świat Książki
tytuł oryginału Serena
tłumaczenie: Opracowanie zbiorowe
data wydania:4 lutego 2015
liczba stron: 435
seria:---
moja ocena: 8/10




Myślę, że każdy z nas kojarzy parę na okładce. Duet Jennifer Lawrence i Bradley Cooper'a  jest znany przede wszystkim dzięki ,,Poradnikowi pozytywnego myślenia”. Teraz dla każdego reżysera posiadanie w obsadzie choć jedno z nich jest już sukcesem. A co dopiero zatrudnić ich oboje- pełnia szczęście zarówno dla fanów, jak i producenta.  Nic więc dziwnego, że kiedy ,,Serena” weszła do kin, polskie wydawnictwa zainteresowały się książką. Czytelników na pewno jej nie brakuje.


  Pemberton żeni się z młodziutką, ale doświadczoną przez los Sereną. Wspólnymi siłami chcą stworzyć imperium wycinki drewna. Jednak niektóre kwestie mogą o sobie dać ślad dopiero w przyszłości. Jedną z nich jest nieślubny syn Pembertona, kolejną dobór wspólników, a trzecią rząd, który chce wybudować w miejscu wycinek narodowy park. 


Trochę się tych przeciwności uzbierało, ale małżeństwo znalazło na to złoty sposób. Eliminację-likwidację. 

  Szczególnie silnym i twardym charakterem, nie tylko w sprawach uśmiercania osób, wykazała się tytułowa bohaterka. Serena jest pewna siebie i przebiegła. Mimo, że wiele pracowników obozu czuło do niej ogromną niechęć na początku, kobieta powoli zyskiwała sobie ich szacunek, a potem strach. Wyróżniała się również ambicją i opanowaniem. Kiedy trzeba, potrafi być cierpliwa i wytrwała.


,,Szeryf zwrócił się do Pembertona (...)
- Kto go zastrzelił?
- Ja - odrzekł Pemberton. - Był w sadzie. Miał się trzymać z dala, czekać przy stodole. Inaczej bym nie strzelał.
- Ktoś był z panem? - spytał McDowell.
- Nie.
Szeryf popatrzył na martwego człowieka.
- Interesujące, że pański strzał ugodził go prosto w serce. Powiedziałbym, że to bardzo zdumiewający przypadek.
- Powiedziałbym, że to wysoce nieszczęśliwy przypadek - powiedział Pemberton (..)
Szeryf podniósł wzrok, patrząc nie na Pembertona, tylko na Serenę, która stała na ganku ich domu(..)
- Pani Pemberton nie wydaje się szczególnie poruszona śmiercią pańskiego wspólnika.
- Okazywanie uczuć nie leży w jej naturze - wyjaśnił Pemberton."



  Przy głównej bohaterce jej mąż wypada dość blado. Jest bardziej ludzki niż żona. Targają nim wyrzuty sumienia, jednak mimo wszystko, nie potrafi sprzeciwić się Serenie. Kobieta okręciła go sobie wokół palca, no ale, to właśnie ona go upolowała, a nie na odwrót.
Jedną z ważniejszych postaci w książce jest Rachel. Kiedy jeszcze pracowała u Pembertona, spodobała mu się i jakiś czas później urodziła mu syna. Jest przeciwieństwem żony swojego byłego kochanka- łagodna i dobra.

,,Próbowałam nie kochać. Ale nie wiedziałam jak przestać."

  Narracja jest podzielona na dwóch bohaterów: Pembertona i Rachel. Myślę, że autor specjalnie odsunął Serenę od tej funkcji, żeby jeszcze bardziej pokazać jej wpływ na ludzi.

   W książce pojawiały się nużące fragmenty, ale w ogólnym rozrachunku uważam, że warto było poznać tę historię. Akcja rozkręca się dopiero w drugiej części, ponieważ Ron Rash bardzo dokładnie wykreował świat i atmosferę dziczy. Pokazał również codzienne życie robotników i ich zwyczaje.

  Największym atutem jest dla mnie Serena. Bardzo lubię silne i niezależne kobiety i właśnie taką dostałam. Zakończenie zaskoczy większość czytelników, ale na pewno każdego wciśnie w fotel.

Teraz nie zostaje mi nic innego jak obejrzenie ekranizacji :)


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Wyzwanie biblioteczne





środa, 8 lipca 2015

Jak wspaniale zapowiadająca się seria zamieniła się w porażkę...


Płatki na wietrze
Virginia Cleo Andrews


Cykl: Rodzina Dollangangerów (tom 2)
Wydawnictwo: Świat Książki
tłumaczenie: Elżbieta Podolska
tytuł oryginału: Petals on the Wind
data wydania: 9 maja 2012
liczba stron: 446
Moja ocena: 4/10 


Pamiętacie jak zachwycałam się pierwszą częścią? Jeżeli nie, to tutaj daję link- klik. Nie powiem, nastawiłam się, że ,,Płatki na wietrze" będą trzymały poziom. Niektórzy w komentarzach pisali, że druga część serca nie kradnie jak ,,Kwiaty na poddaszu" . Trochę mnie te informacje smuciły, ale musiałam się przekonać na własnej skórze. I wiecie, co mieliście racje, a ja przyłączam się do osób bardzo rozczarowanych z lektury.


,,Ale, niestety, ziemia nie pochłania ludzi, szczególnie gdy oni tego bardzo pragną."

 Rodzeństwu udaje się uciec i wspólnie chcą zacząć nowe, lepsze życie. Podczas swojej wędrówki trafiają na doktora, który postanawia zrobić wszystko co w jego mocy, żeby pomóc.
Niestety nie zawsze idzie kolorowo. Chris nie może przestać myśleć o swojej pięknej siostrze, Carrie jest załamana swoim niskim wzrostem, a Cathy myśli tylko o zemście. I o facetach.

,,Jestem ze stali pokrytej falbankami i koronkami."

 Najgorsza strona książki? Zdecydowanie główna bohaterka. Niby wiekowo dojrzała, ale psychicznie.... Nie wiedziała czego chce ( choć najlepiej wszystko i wszystkich naraz ), a na dodatek była głupia i naiwna. Strasznie irytowało mnie jej zachowanie w stosunku do innych osób. Wszyscy faceci muszą być jej.- najlepiej od razu i na całą noc. Oczekiwała od nich wszystkiego, a sama dawała tylko ciało. I trudno mi było sobie wyobrazić, żeby każdy napotkany mężczyzna, zatrzymywał się na jej widok i szczęka mu sięgała ramion z zachwytu. Błagam. A dodatkowo jest przy tym wszystkim tak niewinna i niby wszystkich swoich amantów pokochała na raz.
Cały czas myśli tylko o zemście i o ile to jeszcze przeżyję, tak wyżej wymienionych wad już nie.
Chris również stał się jakimś psychicznym pokraką. W pierwszej części obiecywał, że nigdy nie będzie młodszej siostry ani dotykał, ani myślał o niej w kontekstach erotycznych. A co czytelnik dostaje po kilku rozdziałach... brrrrrr.

,,Straciła wszystko, co było treścią jej życia. Nie oczekiwała już niczego: ani szczęścia, ani miłości. Słaba, apatyczna, niemalże gotowa na śmierć i taka samotna, przerażająco samotna." 

  Były tylko dwie postacie, które polubiłam ( zawsze coś ). Młodszą siostrę, która była dość skąpo opisywana w ,,Płatkach na wietrze" i ciepłą gosposię domową, która pomogła dzieciakom (myślę,że pięć zdań w całej książce się o niej uzbiera).
Ogólnie autorka, szczególnie starszemu rodzeństwu, odebrała zalety, a wsadziła im do głowy pustaki. Ale ale, nie zapominajmy, że niejednokrotnie podkreślała ich urodę.
Reszty bohaterów również nie polubiłam, uważam że byli nijacy i mdli.

 Akcja książki zaczyna się dokładnie, w momencie zakończenia i trwa kilkanaście lat. Przewracając strony liczyłam na to, że autorka czymś się zrehabilituje, ale nie doczekałam się tego. Jedyną narratorką jest Cathy i moim zdaniem było to fatalnym wyborem. Wszystko widzimy w mdło- romantyczno- dramatycznej scenerii. A jeszcze gorsze było to, że wszystko skupiało się wokół niej, a reszta rodzeństwa była w innym kraju (mimo obietnic, że nic ich nie rozdzieli). Nie mówiąc o tym, że cała historia jest bardzo naciągana i naiwna.
Jedynym plusem jest fakt, że książkę czyta się w miarę szybko.

  Całość wypada tak, jakby całą historię wymyślił i napisał inny człowiek. Jak można się domyślić, nie sięgnę po kontynuację, a całą książkę odradzam. Uważam, że szkoda tracić czas dla podobnych porażek.


Seria:
1. Kwiaty na wietrze
2. Płatki na wietrze
3. A jeśli ciernie
4. Kto wiatr sieje
5. Ogród cieni


Wyzwania:

Z uśmiechem przez świat
Wyzwanie biblioteczne
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu

środa, 17 czerwca 2015

Każdy z nas jest kowalem swojego losu


Miniaturzystka
-Jessie Burton



tłumaczenie:Anna Sak
tytuł oryginału: The Miniaturist
wydawnictwo:Wydawnictwo Literackie
data wydania:6 listopada 2014
liczba stron:464
moja ocena: 8+/10


   Każdy z nas został kiedyś rzucony na głęboką wodę. Pamiętam swój pierwszy dzień w przedszkolu. Nigdy wcześniej nie rozstawałam się z rodzicami i był to dla mnie wstrząs. Tym bardziej, że miało być super. Skończyło się na tym, że płakałam przez cały dzień. Nawet jak wróciłam do domu.

  Jednak moja mała zmiana środowiska nie może się równać z skokiem na głęboką wodę bohaterki. Nella jak przystało na porządną damę siedemnastego wieku, nie znając za dobrze swojego nowego męża, wyjeżdża do jego domu w Amsterdamie, żeby zająć się gospodarstwem. Niestety, od przekroczenia progu, czekają na nią same rozczarowania.
Jedyną iskierką radości są prezenty, które dostaje od tajemniczej miniaturzystki. Kobieta przesyła Nelli malutkie figurki, które są repliką osób, mających coś wspólnego z jej życiem. Albo które, będą dopiero miały.



,,Wszyscy przez lata tkwimy w niewidzialnych klatkach, których pręty zrobione są ze zbrodniczej obłudy.''



  Myślę, że Nella jest najbardziej przejrzystą postacią z książki. Reszta mieszkańców Amsterdamu miała ukryte tajemnice. Kiedy myślałam, że dana postać mnie niczym nie zaskoczy, nagle następował wzrost akcji i debiutantka wykładała swoje karty na stół. Bardzo polubiłam nową rodzinę Nelli, choć muszę przyznać, że nie od początku. Najbardziej żałowałam, że autorka nie skupiła się bardziej na tajemniczej Miniaturzystce. Jej rola była znacząca, a autorka poświęciła jej zaledwie kilka zdań. Ubolewam.
Na szczęście nie mam co narzekać na innych bohaterów.


  ,,Miniaturzystka liczy prawie 500 stron, a mimo tego przeczytałam ją w kilka dni. Na początku, kiedy już poczułam klimat siedemnastowiecznego Amsterdamu autorka z każdą stroną zaskakiwała mnie coraz bardziej.
Co prawda, napięcie może nie trwało od początku, ale kiedy się już pojawiło skończyło się na ostatnich stronach, a u mnie jeszcze dalej. Jessie Burton stworzyła wyjątkowy magiczno- tajemniczy klimat, a przy tym poruszyła nie dość że kontrowersyjne, to dodatkowo trudne tematy. Całość wplotła w głębsze przemyślenia bohaterów. I wiecie co, nigdy bym nie uwierzyła, że jest to debiut. Historia mnie oczarowała, a szczególnie pod koniec lektury mój system emocjonalny był nieźle dotknięty. Dodatkowo autorka postanowiła poświęcić jeszcze kilka chwil staremu Amsterdamowi i przygotowała różne gratki dla czytelników

,,Za czym wszyscy gonimy? - zastanawia się Nella. Za życiem, odpowiada sama sobie, chcemy wyzwolić się z tych niewidzialnych więzów, o których Johannes wspomniał w swoim gabinecie, albo przynajmniej osiągnąć szczęście, tkwiąc w nich."


  Mam nadzieję, że autorka wróci do historii Nelli, ponieważ bardzo się z nią związałam i jestem naprawdę ciekawa jak poradzi sobie z wyzwaniami rzuconymi przez Jessie Burton.  Nie mogę pominąć, że zakończenie było częściowo otwarte, więc autorka pewnie nie wyklucza kolejnych tomów.
I marzę, żeby dowiedzieć się czego więcej o tajemniczej Miniaturzysce. Tak więc będę czekać :)



Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Wyzwanie biblioteczne 
Z uśmiechem przez świat 

sobota, 13 czerwca 2015

Miłość rodziców nie zna granic





Cicho sza
-Lisa Scottoline


Seria: Kobiety to czytają! 
tłumaczenie:Bożena Kucharuk
tytuł oryginału: Keep quiet
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Data wydania:13 stycznia 2015
Strony: 416
Cena detaliczna: 38,00 zł
Moja ocena: 8/10

  Kiedy para decyduje się na powiększenie rodziny, wie że ich życie nie będzie już takie same. Będą musieli poświęcić całą swoją uwagę i czas dla maluszka. Ale kochają swoje go całym sercem i są dla niego wstanie zrobić wszystko.

  Kontakty Ryana z ojcem do najlepszych nie należą. Kiedy chłopak był młodszy, jego tato skupił swoją całą uwagę na pracy. Ich relacja się oziębiła, a syn wybrał trenera jako swój autorytet.
Pewnego dnia Jake po długich namowach pozwala Ryanowi prowadzić samochód, mimo że chłopak nie posiada prawa jazdy. Skutki jego decyzji są katastrofalne. Dochodzi do tragedii i jak na ironię, nic nie łączyło ich jeszcze tak bardzo. 


  Książka porusza trudny temat, a autorka postarała się o to, żeby czytelnik przeżył istny roller coaster uczuć.
Mimo, że Ryan spowodował jeden z najgorszych wypadków, bardzo mu współczułam. Na swoich barkach dźwigał ogromny ciężar i chwilami myślałam, że go nie uniesie. Narracja jest trzecioosobowa i skupia się przede wszystkim na Jaku.
Myślę, że na jego miejscu większość rodziców podjęłaby taką samą decyzję. Trochę żałowałam, że autorka jednak nie zdecydowała się na narracje pierwszoosobową, żeby jeszcze bardziej zżyć się z myślami i rozterkami bohatera, ale cóż zrobić.  


  Podczas czytania, cały czas rozmyślam nad tym, jak bym się zachowała na miejscu bohaterów. I jeżeli miałabym być szczera, nie mam pojęcia. W sumie trwam w nadziei, że nie znajdę się w takiej sytuacji. Dodatkowo autorka dla czytelników, stworzyła wiele tematów do dyskusji. Chwilowo, książka jest w rękach mojej mamy, ale kiedy skończy czytać, na pewno będziemy o powieści dużo rozmawiać. Bo w końcu takiej historii się nie zapomina :)


 Na początku ,,Cicho sza" mnie nudziło. Wiem, że w książce, nie można było pominąć wyrzutów sumienia, ale momentami miałam ich dość.
Za to kolejne rozdziały pobudzały moją ciekawość.
Mimo, że skutki przestępstwa są przedstawione na drodze prawnej, ani razu się nie pogubiłam, a wręcz z przyjemnością śledziłam te teksty. Duży plusik dla autorki i tłumaczki za odbiór.

  Dziwię się tylko okładce, która nie pasuje do treści. No chyba, że skrywa jakieś metaforyczne przesłanie.Choć w to wątpię.

  Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i uważam je za bardzo udane. Z ręką na sercu mogę książkę polecić nie tylko rodzicom, ale i ich starszym pociechom.



Wyzwania:
Przeczytam tyle ile mam wzrostu
Wyzwanie biblioteczne

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Sekrety łączą ludzi





Słodki zapach brzoskwiń

- Sarah Addison Allen


Seria: Zaczytaj się [Znak Literanova]
tłumaczenie:Ewa Polańska
tytuł oryginału :The Peach Keeper
wydawnictwo:Znak
data wydania:21 maja 2012
liczba stron:304
moja ocena: 7+/10

  Powszechnie wiadomo, że każda tajemnica skupia wokół siebie wiele osób.  Pamięta się również o tym, że sekret jest bezpieczny wtedy, kiedy wie o nim tylko jedna osoba.

  Babcie Willi i Paxton założyły stowarzyszenie kobiet, które obiecały sobie pomagać w potrzebie. Chciały, żeby ich wnuczki kontynuowały tradycję, ale Willa wybrała inną drogę i nie angażowała się, tak jak Paxton w rozwijaniu i poszerzaniu grupy.
Dziewczyny nie odzywają się do siebie do momentu, w którym przy starej willi zostają odkryte zwłoki mężczyzny, z którego zabójstwem wiążą się losy ich babć.
  

,,My, kobiety, jesteśmy jak pajęcza sieć. Jeśli choćby jedna nić wibruje, jeśli któraś z nas wpada w tarapaty, wiemy o tym wszystkie. W większości wypadków jesteśmy zbyt przerażone, samolubne lub niepewne siebie, by ruszyć z pomocą. Ale kto nas wesprze, jeśli nie my same?"

  Paxon i Willa to dwa przeciwieństwa. Pierwsza jest piękna i bogata, a wiadomo że te cechy w dzisiejszym świecie skupiają wokół siebie ludzi. Willa od początku miała pod górkę, wychowywał ją sam ojciec, który był nauczycielem, więc łatwego startu nie miała. Jednak obie, wiodące na pozór szczęśliwe życie, nie czują się spełnione.
Na początku irytowało mnie zachowanie Paxon, która chciała wszystkich zadowolić i być taką, jaką inni oczekują. Kiedyś też tak postępowałam i nie powiem, że miło wspominam ten czas.

,,Jesteśmy, kim jesteśmy, i mamy zaskakująco mało do powiedzenia w tej kwestii. Jeśli to zaakceptujesz, reszta pójdzie z górki."

  Żałowałam, że postacie dalszoplanowe, rzadko i krótko występowały w książce. Cała historia opiera się na głównych bohaterkach (zmienna narracja) i co jakiś czas pojawiają się postacie epizodyczne.



,,Szczęście wiążę się z ryzykiem. Ale bez odrobiny strachu niczego nie można osiągnąć."

   Książkę czyta się błyskawiczne, ponieważ jest małego formatu. Jak pierwszy raz ją zobaczyłam, myślałam, że to wersja kieszonkowa. Nie obawiajcie się, na szczęście ma ona duży rozmiar czcionki:)

  Autorka odkrywała tajemnicę stopniowo, zwiększając moją ciekawość. Kiedy myślałam, że wszystko zostało wyjaśnione, pojawił się rozdział z "przeszłości",który pokazał jedną kwestię w innym świetle.Nie mogło się obyć bez watką romantycznego, ale nie był on tak bardzo znaczący, jak ten o mówiący o przyjaźni.

,,Słodki zapach brzoskwiń" jest lekką lekturą, która nie wymaga wiele od czytelnika. Idealna na odprężenie, ale długo w pamięci nie zostanie.



Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Wyzwanie biblioteczne

piątek, 15 maja 2015

Po burzy zawsze wychodzi słońce





Prawie jak gwiazda rocka
-Matthew Quick

Cykl: Moondrive
tytuł oryginału Sorta Like a Rock Star
wydawnictwo:Otwarte
Tłumaczenie: Maria Borzobohata-Sawicka
data wydania:8 października 2014
liczba stron:376
moja ocena: 8+/10

zajrzyj do środka...


   Droga przez życie nie jest usłana różami. Jestem też pewna, że los nie jest sprawiedliwy. Kiedy niektórzy naprawdę cierpią, inni zastanawiają się jakie ciuchy założyć na imprezę.

,,Dlaczego niektórzy ludzie przechodzą przez życie, nie doświadczając żadnej większej tragedii, a innym wciąż przydarzają się straszliwe rzeczy?''

  Główna bohaterka należy do tej pierwszej grupy. Mieszka w szkolnym autobusie, więc myślę, że nie muszę opisywać na jakim poziomie wiedzie życie.
Czasami wydaje nam się, że gorzej być nie może, ale wtedy wszystko wymaka nam się spod kontroli. Amber doświadcza prawdziwości tego stwierdzenia na własnej skórze. Ale życie jest bezlitosne i nie daje wystarczająco czasu na pozbieranie się w jeden kawałek.

,,-Życie toczy się dalej - rzuca. -Niezależnie od tego, czy postanawiamy się nim cieszyć, czy nie. Więc równie dobrze możesz znaleźć sposób, żeby cieszyć się tymi aspektami, którymi się da. Nie możesz tak po prostu zrezygnować z życia, Amber.''

  Pozytywnie zaskoczyła mnie Amber. Myślałam, że skoro mieszka w autobusie będzie smutna i histeryczna. Ale nic podobnego. Dziewczyna jest pozytywnie nastawiona do świata,a w pierwszej kolejności myśli o dobru drugiego człowieka.
Przyjaźni się z grupą szkolnych wyrzutków i tworzą razem zżyty zespół. To właśnie tę małą społeczność Amber nazywa rodziną.
Ojciec zostawił ją jak była jeszcze dzieckiem, a matka nie jest wzorem do naśladowania- pieniądze wydaje na alkohol w barach, mając nadzieję, że poderwie jakiegoś bogatego naiwniaka.

  Czytałam dopiero dwie powieści autora, ale już widzę, że jego książki są naprawdę lekkie, pomimo poruszanych w nich ciężkich tematów.

  Historia Amber chwyciła mnie za serce. Niejednokrotnie wywoływała uśmiech, ale w niektórych momentach zbierały mi się łzy w oczach.  Matthew Quick wlewa w nas nadzieję i pokazuje, że pomimo przeciwności losu marzenia mogą się spełnić.

,,Prawie jak gwiazda rocka" jest adresowana do nastolatków, ale jestem pewna, że książka nie zawiedzie nikogo, niezależnie od grupy wiekowej. Tak więc bardzo polecam. Bez kitu:)




,,Możesz sobie żyć
Na tym świecie, ale ja
Też się nie poddam.''


Wyzwania: 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Wyzwanie biblioteczne.

wtorek, 17 lutego 2015

Każdy może paść ofiarą



Cichy wielbiciel

-Olga Rudnicka



wydawnictwo:Prószyński i S-ka
data wydania: 3 kwietnia 2012
liczba stron:440
moja ocena: 8/10



  Nie słyszałam dużo o zjawisku, kiedy jakaś osoba nachodzi i uporczywie nęka swoją ofiarę. ,,Cichy wielbiciel" był zatem dla mnie nowością i muszę przyznać, że nie spodziewałam się tego, że książka wywrze na mnie tak duże wrażenie.

 Julia jest piękną młodą dziewczyną, wiodącą normalne życie. Razem z przyjaciółkami wynajmuje mieszkanie, ma chłopaka i prace. Wszystko układa się idealnie, aż do pewnego momentu.
Do miejsca pracy Juli przychodzi kurier z niecodzienną przesyłką- bukietem kwiatów. Mama i koleżanki uważają to za urocze, no bo, któż nie chciałby mieć tajemniczego adoratora? Cała sprawa przestaje być zabawna, kiedy dziewczyna dostaje kilka lub nawet kilkanaście wiadomości dziennie, a mężczyzna zaczyna do niej wydzwaniać.

 Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów. Całą sytuację widzimy z dwóch stron- napastnika i ofiary (lub jej chłopaka). Ten zabieg przypadł mi do gustu, ponieważ o ile mogłabym choć trochę zrozumieć emocje, które targały Julią, tak motywy i myśli stalkera byłyby dla mnie wielką niewiadomą.  Podziwiam autorkę za to, że tak dobrze potrafiła "wniknąć" w ich umysły i nastroje. Widzimy, jak ufna i szczęśliwa dziewczyna zmienia się w strachliwą osobę oraz do jakich rzeczy może posunąć się prześladowca.


„Z każdym kolejnym dniem strach się nasilał, doprowadzając ją do obłędu. Każda mijana twarz na ulicy mogła należeć do NIEGO”.

  Mimo, że tematyka książki do lekkich nie należy, ,,Cichego Wielbiciela" czyta się w zaskakująco szybkim tempie. Największą zaletą powieści jest realność- pani Olga zanim sięgnęła po długopis, zbierała wiele informacji na temat stalkingu- nie dość, że spotykała się ze specjalistą i osobami, które przeświadczyły takiego zachwania na własnej skórze, to pokazała również stanowisko prawne.

  Akcja powieści rozłożona jest na dość długi czas- ponad rok. Dzięki temu możemy dokładnie przypatrzeć się zmianą w psychice Julki. 
Cała książka jest pełna emocji i muszę przyznać, że kilka razy udzielił mi się strach bohaterki. 

Historia Julii mną wstrząsnęła i uświadomiłam sobie, że każdy może paść ofiarą- wystarczy tylko jeden moment i całe życie wywraca się do góry nogami. A granica pomiędzy miłością, a obsesją jest bardzo cienka.



Wyzwania:

Kiedyś przeczytam 2015
Przeczytam tyle ile mam wzrostu
Wyzwanie biblioteczne


Marcowe mole