
Zdobywam zamek
-Dodie Smith
tłumaczenie:Magdalena Mierowska
tytuł oryginału: I Capture the Castle
wydawnictwo:Świat Książki
data wydania polskiego: 28 sierpnia 2013
data wydania zagranicznego: 1949
liczba stron:351
Moja ocena: 7+/10
Jestem pewna, że każdy oglądał lub czytał ,,101 dalmatyńczyków". Do dzisiaj, jedną z moich ulubionych czarnych postaci jest Cruella De Mon. Byłam bardzo szczęśliwa, kiedy trafiła mi się okazja do przeczytania debiutu autorki, która stworzyła tą wspaniałą bajkę.

Cassandra nie jest księżniczką, ale mieszka w prawdziwym zamku. I to z fosą, w której pływają łabędzie. Mimo, że miejsce zamieszkania jest bajeczne, to relacje rodzinne i stan materialny pozostawiają wiele do życzenia.
Pewnego dnia do zamku przybywają amerykańscy, młodzi właściciele. Od razu jednemu z nich wpada w oko starsza siostra Cassandry, Rose. Dziewczyna jest z tego powodu bardzo szczęśliwa, ponieważ jej adorator jest niezwykle bogaty. Sama nie może znieść nieustannej biedy, więc postanawia jak najszybciej doprowadzić do ślubu. Cassandra ma jej pomóc w realizacji planu.
Książka to pamiętnik Cassandry. Trochę martwiłam się, jak będzie czytało się przemyślenia nastolatki, która żyła w pierwszej połowie XX wieku. Moje obawy okazały się nieuzasadnione.
Łatwo było wyobrazić sobie bohaterkę i sytuację, w której się znalazła.
Miło było poczytać o czasach, kiedy cennych godziny nie zabierały komputery, a wiedzę można było zdobyć tylko poprzez długotrwałe doświadczenie.
W ciągu kilku miesięcy codzienność Cassandry wywróciła się do góry nogami. Prowadziła życie normalnej dziewczyny, a kiedy pojawiają się młodzi adoratorzy, można zobaczyć jak z dziewczynki zmienia się w młodą kobietę. Na początku jej uczucia były poplątane i sama nie wiedziała czego chce. W takich momentach irytowało mnie jej zachowanie. Na szczęście było bardzo mało podobnych sytuacji.

Postacie drugoplanowe odegrały dużą rolę w książce. Najbardziej polubiłam muzę malarzy- młodziutką macochę Cassandry- Topaz. Przez te wszystkie dni, to ona była głową rodziny i bardzo jej zachowanie ceniłam.
W książce wątek miłosny miał miejsce. Choć uważam, że można było łatwo przewidzieć, kto komu odda serce, zakończenie nie było przesłodzone. I dobrze.
Akcja toczy się spokojnie i równo, możne w niektórych momentach za wolno, ale przyjemnie spędziłam czas z powieścią. Nie brakło w niej scen smutnych, ale przy zdecydowanej większości na mojej twarzy gościł uśmiech.
Plusem jest wydanie książki. Na okładce widać mieniące się wzory, a wnętrze prezentuje się również bardzo dobrze- co jakiś czas pojawiają się rysunki. Moja wyobraźnia działa więc na pełnych obrotach.
Na podstawie książki powstał film ,,Nie oddam zamku". Co prawda jeszcze go nie oglądnęłam, ale jak najbardziej mam w planach.
Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Rekord 2014