.nag

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeczytane 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeczytane 2014. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lutego 2015

Nie tylko księżniczki mieszkają w zamku.




  Zdobywam zamek
-Dodie Smith


tłumaczenie:Magdalena Mierowska
tytuł oryginału: I Capture the Castle
wydawnictwo:Świat Książki
data wydania polskiego: 28 sierpnia 2013
data wydania zagranicznego: 1949
liczba stron:351
Moja ocena: 7+/10


  Jestem pewna, że każdy oglądał lub czytał ,,101 dalmatyńczyków". Do dzisiaj, jedną z moich ulubionych czarnych postaci jest Cruella De Mon. Byłam bardzo szczęśliwa, kiedy trafiła mi się okazja do przeczytania debiutu autorki, która stworzyła tą wspaniałą bajkę.

  Cassandra nie jest księżniczką, ale mieszka w prawdziwym zamku. I to z fosą, w której pływają łabędzie. Mimo, że miejsce zamieszkania jest bajeczne, to relacje rodzinne i stan materialny pozostawiają wiele do życzenia.
Pewnego dnia do zamku przybywają amerykańscy, młodzi właściciele. Od razu jednemu z nich wpada w oko starsza siostra Cassandry, Rose. Dziewczyna jest z tego powodu bardzo szczęśliwa, ponieważ jej adorator jest niezwykle bogaty. Sama nie może znieść nieustannej biedy, więc postanawia jak najszybciej doprowadzić do ślubu. Cassandra ma jej pomóc w realizacji planu.

 Książka to pamiętnik Cassandry. Trochę martwiłam się, jak będzie czytało się przemyślenia nastolatki, która żyła w pierwszej połowie XX wieku. Moje obawy okazały się nieuzasadnione.
Łatwo było wyobrazić sobie bohaterkę i sytuację, w której się znalazła.
Miło było poczytać o czasach, kiedy cennych godziny nie zabierały komputery, a wiedzę można było zdobyć tylko poprzez długotrwałe doświadczenie.

   W ciągu kilku miesięcy codzienność Cassandry wywróciła się do góry nogami. Prowadziła życie normalnej dziewczyny, a kiedy pojawiają się młodzi adoratorzy, można zobaczyć jak z dziewczynki zmienia się w młodą kobietę. Na początku jej uczucia były poplątane i sama nie wiedziała czego chce. W takich momentach irytowało mnie jej zachowanie. Na szczęście było bardzo mało podobnych sytuacji.
Najbardziej tajemniczą postacią był ojciec głównej bohaterki. Był jednym z najbardziej popularnych autorów, do czasu kiedy pobyt w więzieniu zahamował jego inwencje twórczą. Przez całą książkę był odludkiem- mieszkał sam w warowni i wychodził z niej tylko w porze posiłków. Nie rozumiałam tego zachowania i nie potrafiłam go usprawiedliwić. Jak można przez tyle lat zaniedbywać własne dzieci?
Postacie drugoplanowe odegrały dużą rolę w książce. Najbardziej polubiłam muzę malarzy- młodziutką macochę Cassandry- Topaz. Przez te wszystkie dni, to ona była głową rodziny i bardzo jej zachowanie ceniłam.

 W książce wątek miłosny miał miejsce. Choć uważam, że można było łatwo przewidzieć, kto komu odda serce, zakończenie nie było przesłodzone. I dobrze.
Akcja toczy się spokojnie i równo, możne w niektórych momentach za wolno, ale przyjemnie spędziłam czas z powieścią. Nie brakło w niej scen smutnych, ale przy zdecydowanej większości na mojej twarzy gościł uśmiech.
Plusem jest wydanie książki. Na okładce widać mieniące się wzory, a wnętrze prezentuje się również bardzo dobrze- co jakiś czas pojawiają się rysunki. Moja wyobraźnia działa więc na pełnych obrotach.


Na podstawie książki powstał film ,,Nie oddam zamku". Co prawda jeszcze go nie oglądnęłam, ale jak najbardziej mam w planach.

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Rekord 2014








sobota, 17 stycznia 2015

,,Umarli mogą mówić jedynie ustami tych, którzy nadal żyją"



Wołanie kukułki
-Robert Galbraith


Cykl: Cormoran Strike (tom 1)
tłumaczenie: Anna Gralak
tytuł oryginału:The cuckoo's calling
wydawnictwo:Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania:4 grudnia 2013
liczba stron:452
Moja ocena: 7+/10


 Po książkę sięgnęłam zachęcona pozytywnymi recenzjami oraz faktem, że pod pseudonimem Roberta Galbraith'a skrywa się J. K. Rowling. Czytałam całą serię o  Harrym Poterze, więc nie mogłam doczekać się kolejnego spotkania z twórczością autorki.

  Cormoran Strike po tym, jak stracił nogę na wojnie i odszedł z wojska, zaczął pracować jako detektyw. Interes nie rozwijał się dobrze, a praktycznie wcale. Do pewnego dnia, kiedy bogaty klient John Bristow przekracza próg kancelarii. Zleca Cormoran'owi zbadanie tajemniczych okoliczności śmierci jego przybranej siostry- supermodelki Luly. Według policji było to samobójstwo, ale brat ofiary nie chce w to uwierzyć.
Przed weteranem wojennym i jego asystentką Robin czeka trudne zadanie, a śledztwo przybiera niebezpieczny obrót.

 Nie czytałam dużo książek kryminalnych, ale nie sądzę, żeby ich fabuły bardzo różniły się od tej w ,,W wołaniu kukułki". Jest sprawa do rozwiązania, detektyw i spółka, a podczas śledztwa wyłaniają się kolejne przeszkody i niebezpieczeństwa.
Akcja nie ma nagłych zwrotów i mimo, że toczy się wolno, wciągnęłam się. Trudno było zostawić kolejne rozdziałów na później.
Podczas czytania, zastanawiałam się, kto mógł zabić modelkę i starałam się kilka razy odgadnąć jego osobowość, ale chybiłam. Zakończenie było jedną dużą niespodzianką i mocną stroną książki. Autorka wyłożyła wszystkie kary, a ja zastanawiałam się dlaczego i kiedy, dałam się wykiwać.
Kolejnym plusem był brak mrożących krew żyłach opisów ciał, czy zbrodni.

 Mocną stroną książki,o ile nie najmocniejszą, są postacie. Cormoran to skomplikowany charakter. Właśnie rozstał się z kobietą życia, a przez stan finansowy, musi mieszkać we własnej kancelarii, która podupada. Na początku rzucała się jego szorstkość, ale idzie się przyzwyczaić. Za to na końcu podziwiałam jego inteligencje.
Robin to przeciwieństwo detektywa -właśnie się zaręczyła i zaczyna prace marzeń. Jej pomoc i charakter, pomogły nie tylko w śledztwie, ale również w życiu prywatnym i zawodowym Cormoran'a.
Każda postać epizodyczna, czy drugoplanowa została bardzo dobrze wykreowana. Każda z nich była na swój wyjątkowy sposób inna i wnosiła coś nowego do śledztwa i historii.

 Autorka spisała się bardzo dobrze i myślę, że książka spodoba się szczególnie fanom gatunku.
Ja już poluję na kolejną część.



Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014

sobota, 10 stycznia 2015

Czas wszystko odkryje...



Burza
-Julie Cross


tłumaczenie:Bartosz Czartoryski
tytuł oryginału : Tempest
wydawnictwo: Bukowy Las
data wydania: 13 czerwca 2012
liczba stron:416
I część trylogii. 
moja ocena: 8+/10



  Książkę dostałam na urodziny i minęło sporo czasu, zanim się za nią zabrałam. Sądziłam, że skoro opis zafascynował mnie kilka lat temu, kiedy moje wymagania czytelnicze nie były za wysokie, to na pewno ,,Burza" mi się nie spodoba. Jak się cieszę, że się myliłam:)

  Jackson Meyer jest na pierwszy rzut oka jest zwyczajnym nastolatkiem. I do pewnego czasu on również tak myślał. Dopóki przez przypadek nie przeniósł się w przeszłość.
Podczas randki ze swoją dziewczyną, napadają na nich zagadkowi mężczyźni, którzy chcą żeby chłopak poszedł z nimi. Przez jego odmowę śmiertelnie zraniona zostaje Holly.
Jackson od razu przenosi się do przeszłości, żeby naprawić swój błąd, a w pościg za nim ruszają mordercy.

  Kiedy czytałam początek,,Burzy", myślałam, że nie będzie w niej nic skomplikowanego. Tu też się pomyliłam.
Razem z bohaterem odkrywamy jego zawiłą i tajemniczą przeszłość. Można było się kilka razy pogubić, ponieważ tak dużo się działo. Niejednokrotnie podczas odkrywania kolejnych sekretów, musiałam przeczytać to samo zdanie dwukrotnie. Byłam aż tak zaskoczona.
Dzięki prostemu językowi, czytelnik bez problemu zostaje wciągnięty w świat Jacksona. Wszystkie wydarzenia widzimy z punktu widzenia głównego bohatera. Bardzo podobał mi się ten zabieg- możemy jeszcze głębiej poznać Jacksona i przyczyny, dzięki którym, podróżuje w czasie

   Wszystkie postacie, które stworzyła autorka są naprawdę naturalne, a w ich zachowaniu nie pojawiała się sztuczność czy wyolbrzymienie.
Jackson  niejednokrotnie był okłamywany przez bliskich. W pewnym momencie, sam nie wiedział komu może ufać. Miał normalne, ludzkie uczucia, dzięki czemu, łatwo było znaleźć z nim nić porozumienia.
Nie przechwalał się swoimi umiejętnościami, czy chociażby tym, że jest niezwykle bogaty.

Autorka postaciom drugoplanowym poświeciła dużo czasu, co mnie bardzo cieszy.
Dużą sympatią obdarzyłam, najlepszego przyjaciela Jacksona, Adama, który grał rolę wspólnika-geniusza. Wspólnie odrywają możliwości i niebezpieczeństwa, które wynikają z podróży w czasie.
Interesującą postacią okazał się również ojciec chłopka, który okazał się człowiekiem- zagadką.

 Ostatnie strony powieści wbiły mnie w fotel. Cała historia nie może się tak skończyć. Ja się na to nie zgadzam.
Szkoda tylko, że wydawnictwo nie będzie tłumaczyło 2 kolejnych części. Kiedy o tym usłyszałam, aż coś się we mnie zagotowało.

 Podsumowując, książka bardzo mi się podobała, a przez ostatnie rozdziały, trudno od razu sięgnąć po kolejną część. Naprawdę żałuję, że nie będzie jej w Polsce.


Wyzwania:
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014



środa, 7 stycznia 2015

Polska ,,Gra o tron"

Korona śniegu i krwi







 




wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 26 czerwca 2012
liczba stron: 768
ocena: +7/10
  







  Autorka świetnie przedstawiła symbolikę rodową. Nie były tylko narysowanymi zwierzętami na tarczach, czy strojach. Często stawały przy swoich właścicielach, jakby były żywe.




   Polska ,,Gra o tron". Te trzy słowa widnią na wewnętrznej stornie okładki książki Cherezińskiej i przez całą powieść nie opuszczały mnie nawet o krok. Czy podstawianie ,,Korona śniegu i krwi dostała ten tytuł?



    Polska podczas rozbicia dzielnicowego osłabła. Nie przestaję ciągle przybywać nowych książąt, a ziemi nie przybywa. Każdy z potomków Bolesława Chrobrego widzi siebie z koroną na głowię. Jednak nie są jedyni. Na tron Polski kierują swoje oczy również królowie z obcych dynastii. Czy uda się wreszcie pokonać klątwę Wielkiego Rozbicia?                   
    
     Książka  Elżbiety Chereźnińskiej miała wiele wspólnego z ,,Grą o tron". Było dużo intryg, śmierci ważnych bohaterów, co jest charakterystyczne dla Martina. Oczywiście tak, jak w serii ,,Pieść lodu i ognia", tak i w ,,Koronie śniegu i krwi" pojawiały się wątki erotyczne i walka o tron. W powieści Chereźnińskiej były też elementy fantastyczne, ale na szczęście nie smoki. Nie tylko sama fabuła była podobna, ale również bohaterowie. Było ich naprawdę dużo, a do tego mieli czasami tak samo na imię. Przemysł I, Przemysł II, Henryk Głogowczyk, Henryk Brzuchaty, Henryk Probus...                    
      Doszukałam się Daenerys i Tyriona, tylko z innym imionami. Naprawdę. Karzeł, który osiągną wiele i którego nienawidziła matka. Dziewczyna z jasnymi włosami, która jest wyjątkowa.                  
     Oczywiście są różnice pomiędzy tymi dwoma powieściami. Pierwsza różnica, która przychodzi mi na myśli to fakt, że nasza polska wersja jest niestety trochę gorsza. Powtarzam tylko trochę. Możliwe, że to tylko moje wrażenie, ale książka przy końcówce dłużyła mi się. Mimo wszystko trudno zainteresować czytelnika przez ponad 750 stron. Martion'owi się udało. Kolejną różnicą jest to, że nasza rodzima autorka oparła książkę na prawdziwych wydarzeniach. Za co ma u mnie duży plus.














piątek, 2 stycznia 2015

Przeznaczenie znajdzie drogę.





Anna i pocałunek w Paryżu
- Stephanie Perkins



tytuł oryginału :Anna and the French Kiss
tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
wydawnictwo:Amber
data wydania: 5 marca 2013
liczba stron: 320
moja ocena: 6/10



  Książkę dostałam na urodziny i muszę przyznać, że tytuł jak najbardziej mi odpowiada. No dobra, może nie cały, ale imię bohaterki jak najbardziej.
Nigdy nie byłam w Paryżu, więc bardzo się cieszyłam, że powieść będzie do niego nawiązywała. No ale, o tym w dalszych wywodach.
  
  Rodzice Anny wysyłają ją do stolicy Francji na rok nauki. Większość nastolatek na jej miejscu byłaby zachwycona, ale nie ona. Nie dość, że tam gdzie mieszka, ma oddaną przyjaciółkę, brata i świnkę morską, to wreszcie zaczyna coś iskrzyć pomiędzy nią i jej wieloletnią wymarzoną sympatią. Nie wspominając, że jest to jej ostatni rok nauki.
Nic dziwnego, że dziewczyna się załamuje. No, ale musi istnieć druga strona medalu.
W amerykańskiej szkole Anna poznaje najprzystojniejszego chłopka na ziemi. Już trudno się oprzeć, a na dodatek mówi z brytyjskim akcentem. Są tylko dwa problemy:
1) St. Clair ma dziewczynę      
2) Koleżanka, która była jedyną życzliwą dla Anny osobą, jet w nim zakochana.

 Niby duża góra lodowa, więc byłam ciekawa co wykombinuje autorka. Miałam nadzieję, że schematycznie nie będzie, ale cóż. Przeliczyłam się. (ale o tym też później).

  Anna to bardzo sympatyczna osóbka (zresztą jak wszystkie jej imienniczki). Bardzo wysoko ceniła przyjaźń i stosunkowo szybko nawiązywała kontakty z rówieśnikami. Nietrudno było stworzyć z nią wieź. Choć przy końcówce się zmieniła. Nie rozumiałam jej niektórych decyzji i jakoś tak zmiękła.

  Co do St Claira, niby nie taki idealny, ale z chęcią poznałabym go w realnym życiu. Choć też czasami postępował nielogicznie. Ale usprawiedliwiam go- w końcu to facet. A ja ich nie rozumiem.
Żałowałam, że nie została rozwinięta postać jego dziewczyny. Pojawiło się o niej kilka wzmianek, a ona sama występowała tylko dwa razy.
Kolejną bohaterką, którą polubiłam była Rashmi- dziewczyna najlepszego przyjaciela St Claira. Bardzo podobały mi się rady, które dawała głównej bohaterce i życie na luzie które prowadziła. Ale kiedy trzeba było, umiała ustawić przyjaciół do pionu.
Relacje pomiędzy postaciami były naturalne i nie raz ich dialogi (szczególnie początkowe) przyprawiały mnie o uśmiech.

  Kolejnym plusem jest to, że książka bardzo wciąga i jej przeczytanie zajmuje bardzo mało czasu. Narracja jest pierwszoosobowa i była to dla mnie miła odmiana.

   No, ale każda książka ma pewne wady. I tu było ich kilka. Pierwsze co baaardzo rzucało się w oczy, to przewidywalność i schematyczność:
Ona: nieśmiała, przecięta dziewczyna
On: najseksowniejszy, bogaty chłopak
Wynik: żeby nie zdradzić treści, to nie powiem, ale błagam, kto nie zgadnie.
Kolejna rzecz- sam tytuł nawiązuje do Paryża, i ogłaszam wszem i wobec, że było go za mało. Za mało zwiedzania, za mało opisów miejsc czy zabytków. A tak się cieszyłam.

  Podczas wgłębiania się w treść nie towarzyszyły mi żadne głębsze emocje. Nie sądzę więc,żeby historia został ze mną na długo.

  Nie jest to lektura wysokich lotów, a schematyczność aż bije po oczach,  ale czytało się ją lekko.
Można się przy niej odprężyć na kilka godzin. Historia jest niezobowiązująca, a miło czasem przeczytać coś lekkiego.


Wyzwania:

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014
Kiedyś przeczytam


sobota, 27 grudnia 2014

Co dwie głowy to nie jedna?

Długa Ziemia






tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
tytuł oryginału: The Long Earth
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 10 stycznia 2013
liczba stron: 368
ocena: 4-/10












   7 miliardów ludzi na jednej, stosunkowo małej planecie. Jak wyglądałby świat, gdyby dzięki małemu urządzeniu każdy mógłby zająć dla siebie Ziemię na wyłączność. Odpowiedź na to pytanie daje nam książka, która powstała dzięki współpracy dwóch wielkich pisarzy

Joshua Valiente. Rok 2030, Joshua wyrusza na wyprawę, żeby odkryć tajemnice długiej ziemi.











    Wychodzi na to, że sławne przysłowie ,, Co dwie głowy to nie jedna'' nie zawsze ma racje. Pierwszy raz czytałam książkę pisaną przez więcej niż jednego autora i muszę przyznać, że czuję się głęboko zawiedziona.












wtorek, 23 grudnia 2014

Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu.





Przebudzenie Arkadii
- Kai Meyer



tłumaczenie:Emilia Kledzik
tytuł oryginału: Arkadien erwacht
wydawnictwo:Media Rodzina
data wydania: 23 października 2013
liczba stron:448
Moja ocena: 8/10
Cykl: Arkadia (trylogia- tom pierwszy) 



   Piękna i klimatyczna okładka. To właśnie ona skusiła mnie do zakupu książki. Błagam, kto się jej oprze?? A do tego zachęcający opis.

  I jak to zwykle ze mną bywa , odłożyłam ,,Przebudzenie Arkadii" na "później". Coraz częściej zastanawiam się, czy nie wyrośnie mi futerko i przemienię się w chomika. Zawsze to jakieś doświadczenie:)

  Po przeżyciu traumatycznych chwil, Rosa leci na Sycylię. Ma nadzieję, że w ogromnej rezydencji ciotki znajdzie spokój i zapomnienie. I w połowie ten plan się powiódł.  O chwili wytchnienia nie ma mowy.
Rodzina Rosy jest jedną z głównych linii mafijnych, przez co dziewczyna zostaje wciągnięta w wir rywalizacji i walki o życie. A dzięki temu zapomina o przeszłości. Choć na chwilę.
Podczas lotu poznaje tajemniczego Alessandra. Później okazuje się, że również pochodzi z mafijnego klanu. I ani jego rodzina, jak i Rosy nie patrzą przychylnie na tę znajomość.

 Główna bohaterka zdecydowanie nie należy do płaczliwych i strachliwych dziewcząt- nie dawała sobie w kaszę napluć. Mimo,że w końcówce niektóre rzeczy zbyt bardzo jej "zwisały", polubiłam ją.
Trochę żałuję, że nie było dużo scen z kilkoma wybranymi postaciami drugoplanowymi. Bohaterów dalszoplanowych był dużo, ale scen z ich udziałem zdecydowanie za mało. Nie mówiąc o większości, która kończyła śmiercią.

 Cały wątek miłosny bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Od początku, naszej parce śpiesznie do niego nie było. A kiedy się zaczął, Rosa i Alessadro nie dość, że myśleli racjonalnie, to jeszcze zdawali sobie sprawę, że ważniejsze od ich związku jest dobro klanu.

  Sam pomysł autora był genialny- trochę mitologi, wątek zaczerpnięty z Romeo i Julii i mafia. A do tego klimatyczna Grecja. A do tego prosty i plastyczny język. Niestety, na kilka wad się napotkałam.
Pierwsza z nich to ta, że nie wciąga od początku. Musiałam trochę poczekać, zanim zaczęło się coś dziać.  Ale było warto. Po pewnym czasie kartki przewracają się same i nie wiadomo kiedy, wchłonęło się je wszystkie.

 Przez kilkanaście pierwszych stron zastanawiałam się, czy aby na pewno w książce będzie, wyczekiwany przeze mnie element fantastyki. Pewnie większość z Was kojarzy ,,Klątwę tygrysa"- tak jak w niej nasze postacie zamieniają się w zwierzęta. Tylko jak już się przemienią, to instynkt bierze górę.

  Nie powiem, powieść w niektórych momentach była przewidywalna, ale autorowi udało się mnie niejednokrotnie zaskoczyć.
kamigarcia:

Where do the tunnels lead?

Love this. reminds me of INTO THE STILL BLUE a bit, too.
Kai Meyer bardzo dobrze rozwinął wątek dotyczący mafii. Wiadomo, z tego typu organizacjami, nie ma przelewek. Jeżeli powiesz chociaż negatywne słowo, ty i twoi bliscy mogą pożegnać się z życiem.
Dopiero pod końcówkę wiemy coś więcej o tytułowej Arkadii, przez co czytelnik zostaje z pytaniami bez odpowiedzi. A co za tym idzie- ciężko nie sięgnąć od razu po kolejną część.

  Z,,Przebudzaniem Arkadii" spędziłam miło czas i mam nadzieję, że kolejne spotkania z powieścią autora będą równie udane.

Wyzwania:
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014
Okładkowe Love
Kiedyś przeczytam






A przy okazji.....






piątek, 19 grudnia 2014

Papierowe ludziki w ich papierowych domkach

 Papierowe miasta -









tłumaczenie: Renata Biniek
tytuł oryginału: Paper Towns
wydawnictwo: Bukowy las
data wydania: 5 czerwca 2013
liczba stron: 400
ocena:9/10




 
 
 

    John Green. Autor bestsellerowych książek. Twórca ,,Gwiazd naszych wina". Mogłabym poświęcić cały post na wypisywaniu jego osiągnięć. Jednak nie o to mi chodzi. Tak naprawdę nie ciągnęło mnie do przeczytania jego książek. Nie wiem dlaczego. Przecież czytałam  bardzo dużo pochlebnych recenzji. Jednak moja intuicja mi mówiła: ,,Nie czytaj tego. Nie czytaj żadnej z jego książek. Mówię ci, że będziesz tego żałować." Cieszę się, że jednak nie posłuchałam tego głosu. Teraz, kiedy mam za sobą moją pierwszą książkę Johna Greena za sobą, przysięgam uroczyście nigdy więcej nie iść za głosem mojej intuicji. Oraz obiecuję, że podziękuje bibliotekarce za umiejscowienie tej książki w bardzo widocznym miejscu. 


   Quentin, czy też Q nie należy do szkolnej śmietanki towarzyskiej. To nie przeszkadzam mu w cichym podkochiwaniu się w Margo Roth Spiegelman. Kiedy byli mali przyjaźnili się, ale z biegiem czasu ich relacje ucierpiały. Pewnej nocy Margo w przebraniu ninja zabiera Q na wyprawę, która zmieni jego życie.      
   
     Sięgając po ,,Papierowe miasta" byłam pełna wątpliwości, ale rozwiały się one kiedy skończyłam pierwszy rozdział. Już wtedy zrozumiałam, dlaczego wszyscy zachwycają się tym autorem.   

    Narratorem jest chłopak i chyba po raz pierwszy cieszę się z tego. W książce były pokazane zabawne sytuacje na które nie wpadłaby dziewczyna (bez urazy). Koledzy Quentina mieli typowo głupie pomysły, ale muszę przyznać, że były wyjątkowo zabawne. Nie raz wybuchałam niekontrolowanym śmiechem, a naprawdę trudno mnie rozśmieszyć, kiedy nie jestem w humorze.  
    Książka opowiada o dorastaniu. Główny bohater przez kilka tygodni zmienia się, dojrzewa. Ważną postacią wokół której kręciły się myśli Q i sama książka jest Margo, która przy bliższym spotkaniu jest naprawdę złożoną postacią, którą trudno rozgryźć. Do teraz nie do końca mogę zrozumieć tą postać.   
    Powieść jest pisana lekkim stylem, idealnym dla młodzieży. Przecież to książka dla nastolatków. Zakończenie książka całkowicie mnie zaskoczyło. Spodziewałam się czegoś innego. Jednak uważam, że to plus, ponieważ nie można nazwać tej książki przewidującą.  
   
     Z pewnością sięgnę po inne dzieła Johna Greena, ale nie koniecznie po ,,Gwiazd naszych wina". Dlaczego? Ponieważ czuję, że za dużo wiem o fabule tej książki i nie będę miała niespodzianki. 

   Podsumowując. Polecam wszystkim. Książka jest przepełniona humorem, ale nie brakuję poważnych tematów i nie ma tutaj typowych ,,problemów" nastolatków.


wtorek, 16 grudnia 2014

,,Drobna uwaga. Na pewno umrzecie."





Złodziejka książek
- Markus Zusak


tłumaczenie: Hanna Baltyn
tytuł oryginału: The Book Thief
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
data wydania: 2008 (data przybliżona)
liczba stron: 496
wydanie pierwsze 
Moja ocena: 9/10 



  Jest to książka, którą z pewnością większość z Was przeczytała, albo oglądnęła film na jej podstawie. Porusza ona temat wojny i śmierci, a ja nie spotykam go często. A wręcz omijam. I to był właściwie jedyny powód, przez który nie zapoznałam się ze ,,Złodziejką książek" wcześniej.


  Zanim wojna zaczęła zbierać żniwa, główna bohaterka, Liesel zaczynała poznawać moc książek. Mimo, że czytanie sprawiało jej pewne kłopoty, nie rezygnowała z niego.
Kiedy nadszedł rok 1939 czuła się bezpiecznie, tylko w kilku miejscach: w piwnicy, gdzie jej przybrany tata kilka miesięcy wcześniej, wprowadził w świat powieść i w ogromnej, prywatnej bibliotece żony burmistrza.

  Jej przybrani rodzice schronili w swoim domu Maxa- niemieckiego Żyda.
To był ich wspólny sekret, którego nie można było zdradzić. Nikomu. Wliczając to, najlepszego przyjaciela, czy przy dalszą rodzinę.

  Pierwszy raz spotkałam się z książką, w której narratorem jest śmierć. I to nie taka, jak ją sobie zawsze wyobrażałam. Zwykle jej postać jest ukazywana jako nieczuła, wyprana z emocji osoba.
A tu proszę, przekonałam się, że wzruszyła ją historia złodziejki książek i jej bliskich. Nie wspominając o współczuciu dla osób, które zginęły podczas wojny.
Jak widać, trudno nie obdarzyć tej postaci sympatią.
"Ja naprawdę potrafię być wesoły. I przyjacielski. I sympatyczny. I życzliwy. A to dopiero początek wyliczanki. Tylko nie proście mnie, żebym był miły. Ta cecha nie ma ze mną nic wspólnego.,,

  Wszystkie osoby, które pojawiły się w książce, były bardzo realistyczne.
 Od pierwszych stron, powstała nić porozumienia między mną, a Liesel. Kiedy ratowała albo kradła książki kibicowałam jej. Środowisko i czas, w którym dorastała zmusiły ją, do szybkiego dorośnięcia.
Mimo, że uczono ją nienawiści do "niższych" ras zaprzyjaźniła się z Maxem.
Max był bardzo tajemniczą postacią.  Przeszedł największą przemianę. Życie nieźle dało mu w kość, ale pozbierał się.
 "Wyobraźcie sobie uśmiech po tym, jak dostaliście w twarz. I tak przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Na tym polegało ukrywanie Żyda.,,
The Book Thief by xSoCassiex Tak jak ona, pokochałam jej przybranego ojca. To on postanowił chować w swoim domu Żyda. Nie zgadzał się, na takie traktowanie innych ludzi, jakie miało miejsce. W oczy rzucała się jego ogromna dobroć i czułość.
  Kolejnym bohaterem, którego polubiłam,  był Rudy. Jako jeden z pierwszych zaczął sprzeciwiać się nazizmowi, choć nie w pełni świadomie. Ważna była dla niego przyjaźń i rodzina.  Nie zasługiwał na to, co go spotkało. Zresztą nikt nie zasługuje na taki koniec.

"Co jest gorsze od chłopaka, który cię nienawidzi? Zakochany chłopak.,,
  Książka do cieńszych nie należy, jednak czyta się ją bardzo szybko.
Ukłon w stronę wydawnictwa, ponieważ powieść jest pięknie zaprojektowana i wydrukowana. I nie mówię tu tylko o okładce. Każdy kolejny rozdział, czy część książki znajduje się na nowej kartce. Wtrącenia śmierci, czy tłumaczenia niemieckich słówek, są pogrubione i dobrze oznaczone.

  Autor napisał ,,Złodziejkę książek" tak, że jest ona pozbawiona dramatyzmu, czy dużego sentymentalizmu. Pokazał wojnę z tej drugiej strony- że obywatele Niemiec również cierpieli i, że nie wszyscy zgadzali się z systemem.

  Irytowało mnie to, że nasz  narrator wybiegał czasami do przodu, a potem wracał do punktu wyjścia. I nie zgadzam się z zakończeniem. To nie może się tak skończyć. Głośno protestuję.

Książkę polecam wszystkim, którzy jeszcze jej nie przeczytali. Ja głosuję za tym, żeby wprowadzić ją jako lekturę do szkół. I dzięki niej zapamiętałam kilka przydatnych słówek, co nie zdarza się często:)


Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014
Okładkowe love
Kiedyś przeczytam

"Widzicie? Nawet śmierć ma serce.,,

sobota, 6 grudnia 2014

Teoria wieloświatów

Wszechświaty






tłumaczenie: Bożena Topolska
tytuł oryginału: Multiversum
wydawnictwo: Dreams
data wydania: 20 sierpnia 2013
liczba stron: 272



ocena:9-/10


















Według teorii wieloświatów istnieją równoległe światy. Różniące się od siebie niewielkimi zmianami. Gdzieś w kosmosie może istnieć takie samo miasto, jak Twoje. Tylko, że Ty będziesz tam kimś innym. Może wybrałaś/eś inną ścieżkę kariery. Wygrałaś/eś konkurs ogólnokrajowy, a tutaj zajęłaś/eś drugi albo trzecie miejsce. Czyż nie byłoby fajnie podróżować między dwoma rzeczywistościami. Dzięki książkę Leonarda Patrignaniego możemy przekonać się, jakby to było.






Alex Loria i Jenny Graver rozmawiają ze sobą od czterech lat, ale nie przez komórkę, czy gadu-gadu. Używają do tego swoich umysłów. Teraz chcą się spotkać i mieć pewnością, że istnieją na prawdę. Tylko jest jeden problem i nie jest on tego typu, że rodzice nie pozwalają, albo że chłopak  jest wampirem. Nie. Ten problem jest znacznie trudniejszy do obejścia. 
 
 
Po pierwsze jestem bardzo zadowolona, że wydawnictwo nie zmieniło oryginalnej okładki. Jest po prostu piękna. Papier użyty w tej pozycji  jest inny. Nigdy jeszcze nie czytałam książki mającej tak grube kartki (nie licząc bajek dla dzieci i encyklopedii). To pewnie przez to cena książki wynosi aż 44,90 zł. Ja na szczęście nie musiałam wyłożyć ani grosza z mojego portfela. Dzięki mojej bibliotece miejskiej. Uważam, że gdyby przyszło mi zapłacić za tę książkę to z pewnością nie czułabym, że były to zmarnowane czterdzieści pięć złoty. 
 
Nie raz łapałam się na tym, że kiedy już leże w łóżku i próbuję zasnąć to zastanawiałam się, co się stanie na następnie stronie powieści. Ja mam tak tylko z naprawdę dobrymi książkami. Gdyby przyszło mi wymieniać pozycję przy których towarzyszyło mi to uczucie ciekawości to nie byłaby to długa lista. 
Jestem bardzo zadowolona z faktu, że wszystko zostało bardzo klarownie wytłumaczone. Bądź, co bądź, ale ta teoria nie należy do łatwo wytłumaczalnych. Jednak w ,,Wszechświatach" wszystko było wytłumaczone na chłopski rozum.

Oczywiście znalazłam minus. Denerwował mnie fakt, że głównie bohaterowie latali sobie z Australii do Europy bez żadnych konsekwencji. Trzy tysiące za bilet pożyczy kolega - haker. Rodzice, jak wreszcie się pojawisz, nie robią zamieszania. Chciałabym, żeby było tak w rzeczywistości. Ale niestety to nie możliwe. Raz wyjdę do koleżanki bez meldowania się i już dostaję porządny ochran. Jestem ciekawa, jak by było z wycieczką do Melbourne. Może jestem zbyt surowa i niektórych rodziców to naprawdę nie rusza. Jednak czytając tę powieść byłam w stu procentach pewna, że rodzicom bohaterów zależy na ich dzieciach.
 
Mimo tej jednej wady, polecam wszystkim. Tym, którzy jeszcze nie słyszeli o teorii wieloświatów i tym, którzy są z nią zaznajomieni.

środa, 3 grudnia 2014

Kobieta kot

Dziewięć żyć Chloe King. Upadła













tłumaczenie: Bożena Jóźwiak
tytuł oryginału: The nine lives of Chloe King. The Fallen
wydawnictwo: Filia
data wydania: 20 marca 2013
liczba stron: 300
ocena:5+/10









 







Nie planowałam przeczytania tej książki, ale jak ją zobaczyłam w bibliotece stwierdziłam, że ja- kociara powinnam przeczytać tę pozycję. Czy dobrze zrobiłam? Sama nie jestem pewna.



Chloe King jest normalną nastolatką do czasu... (Początek zaczyna się bardzo typowo, ale przynajmniej akcja nie rozpoczyna się początkiem roku szkolnego, jak to często bywa. ) Kiedy w szesnaste urodziny przytrafia się jej coś niemożliwego, coś w niej się budzi. Kot. Od teraz Chloe odnajduję w sobie niebywałe talenty.

 Autorka napisała świetny wstęp do trylogii, ale to tylko wstęp. Kończąc czytanie książki czułam, jakbym przerwała ją w połowie. Ba, w jednej czwartej. Prawdziwa akcja jeszcze się nie rozpoczęła. Można było odczuć, że pierwszy tom to tylko wstęp do trylogii. Miał zachęcić do sięgnięcia po pozostałe tomy. Jak odcinek pilotażowy w serialu. Zawsze krótki i ma za zadanie zarysować fabułę, a nie sprawić, że od razu pokochamy dany serial.
Oczywiście w powieści pojawił się trójkącik. Nawet na początku był jeszcze jeden chłopak. Nie wiem, jak to mogę nazwać. Czworokącik? Muszę przyznać, że jeszcze się z tym nie spotkałam.
Z pewnością Liz Braswell pokazała coś nowego. Jeszcze nie było książki, w której super bohaterka/bohater był/a kotem. 
Książka wchłaniało się błyskawicznie. Z kilku powodów: duża czcionka, duże akapity (na górze, na dole i z boku) i duża ilość dialogów.
Wiele nie spodziewałam się po tej pozycji i dobrze, ponieważ nie rozczarowałam się, ale też nie byłam przyjemnie zaskoczona.

Z tyłu książki jest napis, że powstał serial na podstawie tej serii. Obejrzałam połowę pierwszego... odcinka i mam dość. Książka była bardzo naciągana, ale film to już lekka przesada. Nie wierzycie? Popatrzcie na zdjęcie obok i oglądnijcie zwiastun. Spotkałam się z opiniami, że serial jest dużo lepszy od książkowej wersji. Ja się całkowicie z tym nie zgadzam, ale może to tylko moje odczucie.

Z pewnością nie będę dużo myśleć o tej powieści, czy o samych bohaterach. Nie poczułam do nich sympatii, co dla mnie jest dużym minusem. Nie planuję sięgnięcia po następne tomy, ale może zmienię zdanie po przeczytaniu kilku/kilkunastu pozytywnych opinii drugiej części.

Ekranizacji nie polecam, a książkę tylko tym, którzy lubią książki dla nastolatek lub są wielkimi kociarzami i marzą, żeby stać się zwinnym kociakiem. 







 
                                                   Komu spodobał się ten zwiastun to na pewno zachwyci go książka.




środa, 26 listopada 2014

Wciągnięta w wir mitologicznych opowieści...





Morze Potworów

-Rick Riordan



Cykl: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (tom 2)
tłumaczenie:Agnieszka Fulińska
tytuł oryginału :The Sea of Monsters
wydawnictwo:Galeria Książki
data wydania:29 października 2009
liczba stron:276
Moja ocena: 10/10



    Kiedy skończyłam czytać pierwszą część, nie mogłam zapomnieć o przygodach Percy'ego i spółki. Moja radość skończyła się wtedy, kiedy zobaczyłam listę oczekujących na kontynuacje.Takie uroki biblioteki:) Bez nich byłoby smutno i szaro. W każdym razie było warto czekać.

PJatO: Percy Jackson by hnhol    Rok szkolny zmierza ku końcowi, a Percy nie został usunięty ze szkoły. Tym właśnie czynem pobił swój rekord, z czego jest bardzo dumny.
Mówi się, że ostatni dzień nauki jest niezapomniany, i to powiedzonko w tym przypadku jak najbardziej się sprawdza. Zajęcia sportowe zmieniają się w rozgrywkę na śmierć i życie.  Szczerze, to nie zazdroszczę. Ani trochę ( w tej sprawie mój refleks ma dużo do powiedzenia).
Jak się okazuję to nie koniec kłopotów. Ktoś otruł Sosnę- Thalię, przez co magiczna osłona już nie działa, a obóz atakują przeróżne potwory. Nasz bohater chce odnaleźć cudowne lekarstwo, a niestety czas ucieka.
Nie można zapomnieć o jego towarzyszu-  Grover’ze, który wplątał się w kłopoty. I to nie małe.
To wszystko brzmi, tak  jakby świat się  Percy’emu walił. W pewnym sensie właśnie tak było. Ale chłopak okazał się zaradny i pomysłowy, a z takimi cechami można wyjść z każdej sytuacji. 

    W drugiej części dzieje się jeszcze więcej niż w pierwszej. Spowodowane jest to tym, że główna wyprawa bohaterów, przepełniona jest licznymi niespodziankami.
Książka mnie tak wciągnęła, że najchętniej nie odrywałabym się od niej. No ale cóż, nawet dziecko w moim wieku ma pewne obowiązki.
Annabeth and Percy by apricotteacup  Autor bardzo umiejętnie kończy rozdziały- tak, że trudno od razu nie zacząć kolejnego. Podczas czytania byłam pewna, że najważniejsze wydarzenie ( z tym efektem "łał") spotka Percy'ego na tytułowym Morzu Potworów. Żyłam w błędzie. Ostatni rozdział wbił mnie w fotel. Do tego stopnia, że już jestem szczęśliwą posiadaczką trzeciej części.

  Dziwił mnie fakt, że  książka jest cienka, pomimo swojej dynamicznej zawartości, a jeszcze bardziej to, że ja blondynka z wszystkim nadążałam. Czyli tak po ludzku, działo się dużo, ale każdy bez problemu nadąży.

 Autor bardzo ciekawie przeplata swoją opowieść z mitami. W tej części poznałam parę starożytnych opowieści, o których nie miałam pojęcia.

  Co do postaci- każda na swój sposób wydoroślała. No ale trudno się dziwić, skoro na każdym kroku próbują cię zabić.
Dalej zastanawiałam się, dlaczego mnie nie irytują. Są młodsi, a przez to, wydawać by się mogło, że  lekko myślni, czy dziecinni.  A tu proszę. Nie dość, że nie irytują, nie są dziecinni i myślą, to jeszcze wykazują się ogromnym braterstwem i odwagą. Normalnie człowiek w kompleksy może popaść.

   Pojawia się  nowy bohater, który będzie służył pomocą podczas trwania misji. Nie piszę o nim więcej, żeby nie zdradzić treści książki. W każdym razie moją sympatię zdobył.
Trochę żałowałam, że akcja nie dzieje się na Obozie Herosów, ponieważ było za mało Pana D. No ale, co za dużo to nie zdrowo.

  Mogłam by tak pisać i wychwalać, ale czas ucieka.
Jestem pewna, że każdy, kto przeczyta książkę, będzie z niej zadowolony. 



Wyzwania:
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014


poniedziałek, 24 listopada 2014

Nikt nie jest tym, na kogo wygląda...

Nie wierz w człowieka
- Iga Wiśniewska




wydawnictwo:Miasto Książek
data wydania:19 listopada 2014
liczba stron:132
typ: ebook
moja ocena: 9-/10 







   Ilekroć oglądamy w wiadomościach, o morderstwach, gwałtach czy uprowadzeniach, jesteśmy pewni, że nas to nie spotka. Kilka dni temu podzielałabym ten punkt widzenia. Po przeczytaniu ,,Nie wierz w człowieka" moja opinia zmieniła się diametralnie. 

    Jak wiecie nie przepadam za opowiadaniami, ale po tym zbiorze, zmieniam zdanie. Tak tak, nie przesłyszeliście się. Czasem nawet ja mogę się mylić. Choć nie często to się zdarza. :)

  ,,Nie wierz w człowieka" jest zbiorem 18 opowiadań kryminalnych. Mówią o ciemnej stronie ludzkiej natury, która mieszka w każdym z nas.
Postacie są osobami na pierwszy rzut oka zwyczajnymi, ale po głębszym poznaniu opowieści okazuje się, że popełniły jakąś zbrodnię lub stały się jej ofiarą. W każdym opowiadaniu bohater zrzucał maskę i pokazywał swoje prawdziwe oblicze.
,,W końcu wyciągnął rękę i sięgnął po serce. Było jeszcze ciepłe, jego dłonie ociekały krwią. Aaron uśmiechnął się nieznacznie, bo wreszcie znalazło się w dobrych rękach. "*
   Nie myślcie sobie, że tak łatwo można było zgadnąć kto jest "czarnym" charakterem. Mi samej udało się to kilka razy. A zarówno w takim i innym przypadku, końcówki opowiadań wbijały mnie w fotel.

   Autorka postanowiła połączyć ze sobą parę opowiadań, a mi bardzo przypadł ten zabieg do gustu. Wiadomo, tego typu historie są krótkie, a ja chciałam wiedzieć więcej o bohaterach. Oczywiście o tych, którzy przeżyli.

   Mimo tego, że książka porusza ciężkie tematy, czytało się ją bardzo szybko. Lekkość z jaką pisała autorka, na pewno miała w tej sprawie dużo do powiedzenia.
Nie zabrakło momentów, które przepełnione były w czarny humor. Przekonałam się, że trudno mu się oprzeć.
   Każde opowiadanie budziło we mnie pewne emocje. Choć najczęściej odczuwałam strach, nie zabrakło również niedowierzania czy smutku.

,,(...) Postać, którą wzięła za zwłoki, otworzyła oczy. Spojrzała na nią przytomnie i rozchyliła spękane wargi.''*

   Jestem fanką serialu ,,Kryminalne zagadki Miami" i sądzę, że ten zbiór opowiadań mógłby stać się inspiracją do kolejnych odcinków.

   Autorka sprawiła, że słowo ,,człowieczeństwo" nabrało nowego znaczenia. Od teraz z większą nieufnością będę obchodziła się z nowymi znajomymi. Zresztą ze starymi również. Dla własnego bezpieczeństwa.

  Podsumowując: Pozycja przerosła moje oczekiwania, a co najbardziej zadziwiające, przekonała mnie, że warto sięgać i po kryminały, i po książki w formie opowiadań.


Wyzwania:
52 książki 2014
rekord 2014
Okładkowe Love

Za możliwość zapoznania się z opowiadaniami bardzo dziękuję wydawnictwu Miasto Książek.



*cytaty z książki pt. ,,Nie wierz człowiekowi" Igi Wiśniewskiej 

czwartek, 20 listopada 2014

Klucz do teraźniejszości kryje się w przeszłości

Pod nocnym niebem





tłumaczenie: Dariusz Wójtowicz
tytuł oryginału: A Place of Secrets
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 13 marca 2012
liczba stron: 576
ocena:8+/10
 
 
 
 
 
 
 

Amerykańska okładka. Wreszcie gorsza od naszej :)



Do przeczytania tej książki zachęciła mnie recenzja elenki. Muszę przyznać, że jej ocena tej pozycji była całkowicie uzasadniona. Od pierwszych stron ,,Pod nocnym niebem" mnie wciągnęło i nie wypuszczało mnie do samego końca. Ta pozycja okazała się dużo lepsza niż sadziłam, że może być i jestem niezmiernie zadowolona z tego faktu. Pomimo, że jest napisane, że to literatura piękna, książka zawiera również elementy fantastyki. Jednak tak niewiele, że nie powinno to nikomu przeszkadzać. Wręcz odwrotnie. Według mnie wątek paranormalny urozmaicił książkę, która nawet bez niego świetnie dawałaby sobie rady.

Jude pracuję w domu aukcyjnym. Praca miała dawać jej pieniądze, jak i radość. Ale, jak to zwykle bywa, tak i w domu aukcyjnym Beecham’s dochodzi do wyścigu szczurów. 
Nagle jej życie nabiera głębokich obrotów, kiedy dostaję interesujące zlecenie. Kiedy przyjeżdża do Starbrough Hall okazuję się, że   poznanie historii dworku i folly może rozwiązać zagadki jej rodziny.

Rachel Hore przekazuję czytelnikowi fascynację gwiazdami i niebem. W książce nieraz było widać, że pasją autorki jest astronomia. Mnie nie trzeba było przekonywać o piękności nocnego nieba. O to, żebym ja i Anka zapalały miłością do gwiazd zadbał nasz pan od fizyki, który sprawił że nawet najgorszy uczeń z przyjemnością wchodzi do pracowni.
 

Szkoda, że nie mogę takie widoku podziwiać za mojego okna.



Gwiazdy i zagadka grały pierwsze skrzypce, ale pojawił się również wątek miłosny. Lekki i na samy koniuszku, więc osobom, którym nie przepadają za romansami nie powinien on przeszkadzać.

Książka ma prawie 600 stron, ale duża czcionka i wciągająca akcja sprawia, że szybko się czyta. ,,Pod nocnym niebem" jest idealną pozycją szczególnie nocą, jeśli się mieszczka z dala od świateł wielki miast i można podziwiać gwiazdy na niebie. 
Polecam szczególnie osobom, które interesują się astronomią, ale również tym, którzy nic o niej nie wiedzą, a chcą przeczytać cudowną powieści z elementami tajemnicy i wątkiem miłosnym daleko w tle.

 
Super księżyc. Ktoś widział we wrześniu?





wtorek, 18 listopada 2014

A jednak życie bez kontroli rodziców, nie zawsze usłane jest różami...





15 dni bez głowy- 

 Dave Cousins



tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska
tytuł oryginału: 15 Days Without a Head
wydawnictwo: YA!
data wydania: 2 kwietnia 2014
liczba stron:288
moja ocena: 7/10



  Na książkę miałam chrapkę już od dłuższego czasu, więc wypożyczyłam ją miesiąc temu. Biedna musiała czekać, żebym znalazła dla niej czas. Pewnie dalej leżałaby i zbierałaby kurz, gdyby nie to, że wylądowałam na parę dni w szpitalu. Szczęściara z niej:)

  Pierwszą rzeczą, która mnie do  ,,15 dni bez głowy" przyciągnęła było to, że autor inspirował się sytuacjami z życia. Drugą- okładka. Moim zdaniem, polskie wydanie jest najładniejsze.

  Laurence ma 15 lat, mieszka z matką alkoholiczką, a jego sześcioletni brat udaje psa.  Chłopak często spóźnia się do szkoły, ponieważ musi obudzić, ubrać, wymyć, nakarmić i odprowadzić brata do przedszkola. Prawdziwa głowa rodziny.
Problemów, jak widać, nie brakuje, ale prawdziwa katastrofa zaczyna się wtedy, kiedy matka nie przychodzi z pracy. Zawsze można zabłądzić i gdzieś przenocować (co już się zdarzało), ale nigdy nie trwało to tak długo.
Chłopakowi sen z powiek spędza nie tylko wyżywienie brata, czy znalezienie pieniędzy, ale to tego, czepiła się jego rodzinki wredna sąsiadka, która chce wysłać na nich opiekę społeczną.

   Bohaterów nie można nie polubić. Szczególnie młodszego. Znaleźli się w takiej sytuacji, w której nikt nie chciałby się z nimi zamienić (a przynajmniej ja).  Laurence z pozoru buntownik, to jednak miły i ciepły chłopak. Mimo że jest w moim wieku, nie wyobrażam sobie, że mogłabym być tak bardzo odpowiedzialna i pomysłowa jak on. Jednak denerwowało mnie to, że tak bardzo wierzył w powrót rodzicielki i nie dał sobie pomóc. A na dodatek szykował dla niej prezent- niespodziankę. Według mnie, taki prezent to powinna ona jemu szykować.

Moim ulubioną postacią jest Jay, który utożsamiał się z psem (a dokładniej za Scooby'm-Doo). Miał dopiero sześć lat, więc Laurence musiał nieźle się nakombinować, żeby usprawiedliwić nieobecność mamy. A do tego, ta dziecinna naiwność i ufność. I oczywiście szczerość.  I jak go tu nie lubić?

  A jeżeli chodzi o bohaterów drugoplanowych, to było ich mało. W kilku rozdziałach pojawiła się przyjaciółka Laurence, która jest dość tajemniczą postacią. (bo było o niej mało) I nie można zapomnieć o powodzie kłopotów- mamie chłopków. Okropna egoistka, która nie zasłużyła na tak cudowne dzieci. Lista bohaterów epizodycznych długa też nie jest.
Może w drugiej części będzie o nich więcej? W każdym razie na to liczę. (Jeżeli kontynuacja powstanie).

  Autor bardzo wiarygodnie pokazał codzienność, z którą zmagają się bohaterowie. Na tyle, że nie chciałabym znalazł się na ich miejscu, nawet za zapłatą. A kilkanaście dni bez nadzoru rodziców kusi, i to bardzo.
Mimo, że książka nie od początku wciąga, jest warta przeczytania. Takich trudnych sytuacji jest mnóstwo i są wszędzie. A nie powinno ich być.

  Muszę jeszcze wspomnąć,ze książka jest bardzo estetycznie wydana. Każdy dzień stanowi nowy rozdział, a czcionka jest idealnej wielkości dla moich oczu.

Wyzwania:

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014




Marcowe mole