.nag

piątek, 30 stycznia 2015

Zlecenie dla najemniczki


Spod flagi magii -




wydawnictwo: Miasto Książek
data wydania: 15 stycznia 2015
liczba stron: 263
ocena: 7+/10            
typ: e-book
tom: II





    Pamiętacie Malice - wredną bohaterkę, która uwielbia robić wszystkim na złość? Niedawno pojawiła się druga część opowiadająca o przygodach tej postaci. A mi udało się bardzo szybko poznać jej dalsze losy:)

   Malice świetnie sobie radzi, jako najemniczka . Tym razem dostaję naprawdę ważne i trudne zlecenie, a cena za jego wykonanie nie jest wcale wygórowana.
Musi opuścić przytulny dom oraz swojego ukochanego kota i udać się do tajemniczej krainy, gdzie czeka ją wiele niebezpiecznych przygód.




   Drugiego tomu serii ,,Spod flagi magii" nie można nazwać gorszym od pierwszego. Autorka utrzymuję cały czas wysoki poziom. 
Widać jednak, że pióro Igi Wiśniewskiej rozwija się i z książki na książkę jest coraz lepsze .

    Tak jak w pierwszej części, tak i w ,,Spod flagi magii" główna bohaterka to największy atut książki. Malice jest złośliwa i wredna, ale przy tym zabawna. Uwielbiam takie niezależne i silne bohaterki.
Widać, że ta postać nie przepada za ludźmi (przynajmniej za większością), ale za to kocha zwierzęta i łatwo się do nich przywiązuje.

   W drugiej części nadal nie pojawił się wątek miłosny. Jasne, zdarzył się pocałunek, ale nie można tego nazwać nawet zauroczeniem. Jedak mam przeczucie, że w kolejnej części wreszcie się pojawi. Niektórzy ten fakt mogą uznać za plus, niektórzy za minus. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy.

    Coraz częściej w książkach spotyka się motyw wieloświatów. W tej pozycji też się pojawił, ale teoria jego powstania nie jest wyjaśniona matematycznie, czy fizycznie. No ale, nasza bohaterka nie jest fanką nauki, więc pewnie nie czuła potrzeby dowiadywania się o tym czegokolwiek więcej niż było to konieczne.
Na szczęście, ja poznałam dość dobrze tę teorię, ale niektórzy mogę poczuć niedosyt i będą musieli sami szukać czegoś więcej o teorii wieloświatów.




      Niestety w ,,Spod flagi magii" pojawiło się mało opisów. Nie można mnie nazwać fanką długich i nudnych analiz przedmiotów czy krajobrazów, ale łatwiej byłoby mi wyobrazić sobie świat przedstawiony w książce . 
 Kolejnym minusem jest fakt, że większość historii była dość łatwa do przewidzenia. Piszę większość, ponieważ końcówka naprawdę mnie zaskoczyła. Dosłownie wbiła mnie w fotel. Ostatnie strony sprawiły, że nie mogę doczekać się trzeciej części. Jestem ciekawa, jak postąpi główna bohaterka. Oczywiście mam pewne przypuszczenie, ale mam nadzieję, że autorka mnie zaskoczy. 

Muszę wspomnieć o okładce, bo mnie urzekła. Jest dużo ładniejsza niż jej poprzedniczka.

       
,,Spod flagi magii" polecam, mimo tych kilku wad, ponieważ jest świetną książką, która idealnie urozmaici wieczór. Myślę, że jest to szczególna gratka dla fanów fantastyki, ale innym również powinna się spodobać.

Wyzwania:
Czytam fantastykę III
Czytam opasłe tomiska






Za możliwość przeczytania książki dziękuję:
 
 



wtorek, 27 stycznia 2015

Żywe trupy

The walking dead

twórca: Frank Darabont 
gatunek: Dramat, Horror
obsada: Andrew Lincoln, Norman Reedus, Laurie Holden
liczba sezonów (do teraz): 5
ocena: 10/10

 











   Zombie. Każdy słyszał o nich chociaż raz. Ostatnio wciągnęłam się całkowicie w serial, który opowiada o żywych trupach. 

  Szeryf Rick Grimes budzi się w szpitalu po postrzale. Jednak nie jest już w dawnych świecie. Teraz Ziemią rządzą Zombie, a on pozostał beż żadnej żywej osoby koło siebie. Musi odnaleźć rodzinę i nie dać się zabić. 

   Chodzące trupy, czy też zimni nie wydaję się bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem. Są powolne, pozbawione sprytu, a do tego wyjątkowo mało inteligentne. Nie zwiedźcie się. Pojedyncze są niegroźne, ale w stadach są zabójcze.
   Możliwe, że większość z Was widząc zdjęcia obok nawet nie poczuję niepokoju, ale oglądając serial w nocy przy wyłączonym świetle można się nieźle przestraszyć.
   Często moje serce biło w zastraszającym tempie, ale gdy przez dłuższy czas nie pojawiały się żadne żywe trupy to czułam zawiedzenie. Lubię ten dreszczach emocji.

   Można by zarzucić ,,The Walking dead", że to zwykły horror, ale opowiada o trudnych decyzja, które przyszło podjąć ludziom, którzy musieli zmierzyć się zombie. Bohaterowie nie mają żadnego super sprzętu, czy też wyjątkowych umiejętności. Nie wiedzą, czy rząd jeszcze pracuję nad lekiem i walczy z chodzącymi trupami. Nie są również wstanie powiedzieć, ile ludzi nadal żyję.
   Większość z nich zadaję sobie pytanie, czy warto żyć kolejny dzień i dać się zjeść przez zimnych, czy może lepiej samemu ze sobą skończyć i nie powiększać armii zombie.

Serial wciągnął mnie całkowicie. Po pierwszym odcinku chciałam więcej. W jedną noc oglądnęłam aż cztery odcinki. Chyba to mój rekord. Wielkim plusem dla filmu jest fakt, że zaskakuję. Trudno przewiedzieć co się za minute stanie. Niby nic się nie dzieję a tu nagle... Bach!

   Oglądnęłam dopiero pierwszy sezon, ale jestem bezgranicznie zakochana w tym serialu.
  Jeśli jeszcze Was do ,,The Walking Dead" nie przekonałam to muszę wspomnieć oilość nagród. Serial wygrał Emmy i został nominowany do Złotego Globy. To tylko kilka z nagród, które przyznano ,,The Walking Dead".
   Polecam!

 

 

sobota, 24 stycznia 2015

Nadzieja umiera ostatnia




Królewski wygnaniec
-Fiona McIntosh





Cykl: Trylogia Valisarów (tom 1)
tłumaczenie: Izabella Mazurek
tytuł oryginału : Royal Exile. Book One of The Valisar Trilogy
wydawnictwo :Galeria Książki
data wydania:20 lutego 2013
data wydania zagranicznego: 2008
liczba stron:576
Moja ocena:7+/10



   Buszując po bibliotece, mój wzrok padł na ,,Królewskiego wygnańca", który był w rękach starszej czytelniczki. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale kiedy ktoś ogląda w sklepie jakąś rzecz, od razu wydaje mi się ona atrakcyjniejsza. Po okrążeniu regałów skierowałam się na dział z fantastyką i okazało się, że wspomniana pani powieść odłożyła. I dzień stał się piękniejszy:)


  Nad królestwem Penraven zawisły czarne chmury. Przywódca wschodnich barbarzyńców, Loethar, rozpoczął podbój imperiów leżących wokół pięknego kraju. Kiedy ostatnie państwo upada, nic nie stoi na przeszkodzie podbicia perełki ówczesnych czasów.
Ale za napadami stoi coś jeszcze. Magiczny urok, który posiadają władcy Penraven'u. Nikt nie może się oprzeć ich woli. Loethar pragnie tej mocy, tak bardzo, że nie cofnie się przed niczym, żeby ją zdobyć.
W tym samym czasie, kiedy los rodu królewskiego zostaje rzekomo przesądzony, młodemu królewiczowi udaje się pozostać przy życiu. Teraz los Penraven'u zależy przede wszystkim na jego barkach.

  Przez pierwszą połowę książki nie dzieje się nic spektakularnego. Tak jak w powieściach tego typu, nowy władca chce zetrzeć w proch rodzinę dawnego króla, ktoś zdradza, a ktoś wyciąga pomocną dłoń młodemu monarsze.
Zaczynałam się już zastanawiać, gdzie podziały się elementy fantastyki i nie powiem, cała ta historia zaczynała mnie nużyć.
Na szczęście druga połowa jak najbardziej zrekompensowała mi poprzednią. Nie można było mnie odciągnąć od książki. Tempo nagle wzrosło i działo się duuużo nieprzewidujących rzeczy, szczególnie tych związanych z magicznym urokiem.

   Język, którym posługuje się autorka, jest prosty i łatwo przyszło mi przyswojenie dość dużej ilości nowych nazw. Bardzo mi w tym pomógł specjalny słowniczek, znajdujący się na końcu ,,Królewskiego wygnańca".

Co do bohaterów uważam, że zostali dobrze wykreowani. Mimo, że każda postać miała coś do powiedzenia, największą rolę odegrali barbarzyńca i młody królewicz. Ten pierwszy był bardzo tajemniczą osobą. Jestem pewna, że za jego barbarzyńskim napadem kryje się coś więcej niż tylko chęć rządzenia i urok. Zresztą w książkę było napisane, że kierowała nim zemsta. Ale o powodzie nie dowiedziałam się w tej części.
Leonel wywarł na mnie bardzo duże wrażenie. Wiele przeszedł, a ma dopiero dwanaście lat. Nie mówiąc o tym, jaka odpowiedzialność na nim ciąży. Jestem również ciekawa, jak rozwinie się wątek jego obrońcy- Gavriela. Ostatnie rozdziały podsyciły moją ciekawość.

 W ,, Królewskim wygnańcu" pojawiły się niejednokrotnie sceny brutalne i krwawe. Pełno było dworskich intryg i co kilka rozdziałów ktoś kończył z życiem. Nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po drugą część, ponieważ wątek magii (który rozwinął się dopiero pod koniec książki) zapowiada się bardzo dobrze.

Myślę, że warto poznać ,,Królewskiego wygnańca". Tym bardziej, że kontynuacja zapowiada się naprawdę ciekawie.

Trylogia Valisarów:

1. Królewski wygnaniec
2. Krew tyrana
3. Gniew króla


Wyzwania:

Kiedyś przeczytam 2015
Przeczytam tyle ile mam wzrostu
Wyzwanie biblioteczne


wtorek, 20 stycznia 2015

Został po nich tylko ślad

Ostatni ślad -






tłumaczenie: Małgorzata Rutkowska - Grajek

tytuł oryginału: Die Letzte Spur
wydawnictwo: Sonia Draga
data wydania: listopad 2009
liczba stron: 510
ocena: 8-/10









   Wiele dobrego usłyszałam na temat twórczości Charlotte Link, więc spodziewałam się naprawdę dobrej książki i muszę przyznać, że się nie zawiodłam.



   Elaine Dawson, która od dzieciństwa jest nazywana biedną i nieporadną Elaine. Wśród innych wywołuję żal. Teraz wszystko może się zmienić. Została zaproszona na ślub znajomej do Gibraltaru. Jednak i tym razem los spłatał figla biednej Dawson. 
     Pięć lat po zaginięciu Elaine, życie Roosany nie układa się najlepiej. Żyję z dala od swojej ukochanej ojczyzn - Anglii, czuję się niekochana przez męża, a do tego nie może się spełniać zawodowo, ponieważ nie pozwala jej na to ukochany. Kiedy dostaję propozycję napisania artykułu o zaginionych osobach od swojego byłego szefa, wie że nie może odmówić. Lecz to nie chęć oderwania się od dotychczasowego życia nią kieruję, ale fakt że to na jej ślub Elaine wtedy się wybierała.


  ,,Ostatni ślad" to obyczajówka i kryminał w jednym. W książce zdarzały się momenty, które przyśpieszały prace serca. Pojawił się wątek miłosny, ale mimo wszystko to zagadka grała tutaj pierwsze skrzydła.    
     Poruszane są również ważne problemy t.j. niepełnosprawność, rozpad małżeństwa, dojrzewanie.

    W książce występuję narracja trzecioosobowa, więc możemy dokładnie poznać/przyjrzeć się wszystkim bohaterom. Nie tylko tym głównym, ale również epizodycznym. Ta narracja jednak nie pomaga czytelnikowi w odgadnięciu sprawcy. 
     Niestety główna bohaterka - Rossana nie przypadła mi na gustu. Ufała każdemu, kto był dla niej miły, a kogo nie polubiła od razu oskarżała i podejrzewała o popełnienie zbrodni. W większości przypadków nie podzielałam opinii o podejrzanych Rossany. Kto miał rację, musicie sami się przekonać, ponieważ nie chce Wam zdradzać.   
   W powieści jest wiele przemocy, głównie skierowanej wobec kobiety. Pojawiło się kilka przerażających opisów zbrodni, więc zdaję sobie sprawę, że może to niektóre osoby zniechęcić.
   Muszę również przyznać, że autorka mogła skrócić niektóre momenty, ponieważ według mnie były nie potrzebne, a powodowały że lekko się nudziłam. Na szczęście końcówka dostarczyła mi tyle akcji, że nie traktuję tego, jako wielki minus.

    Pomimo tych kilku małych minusów, nie mam się do czego przyczepić. Nie bez przyczyny Charlotte Link jest jedną z najlepszych niemieckich autorek.

   Polecam książkę fanom kryminałów, ale również obyczajówek i wątków miłosnych. Wydaję mi się, że większość z Was znajdzie w tej książce coś dla siebie.

Wyzwania:
Czytam opasłe tomiska
Czytam fantastykę III




sobota, 17 stycznia 2015

,,Umarli mogą mówić jedynie ustami tych, którzy nadal żyją"



Wołanie kukułki
-Robert Galbraith


Cykl: Cormoran Strike (tom 1)
tłumaczenie: Anna Gralak
tytuł oryginału:The cuckoo's calling
wydawnictwo:Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania:4 grudnia 2013
liczba stron:452
Moja ocena: 7+/10


 Po książkę sięgnęłam zachęcona pozytywnymi recenzjami oraz faktem, że pod pseudonimem Roberta Galbraith'a skrywa się J. K. Rowling. Czytałam całą serię o  Harrym Poterze, więc nie mogłam doczekać się kolejnego spotkania z twórczością autorki.

  Cormoran Strike po tym, jak stracił nogę na wojnie i odszedł z wojska, zaczął pracować jako detektyw. Interes nie rozwijał się dobrze, a praktycznie wcale. Do pewnego dnia, kiedy bogaty klient John Bristow przekracza próg kancelarii. Zleca Cormoran'owi zbadanie tajemniczych okoliczności śmierci jego przybranej siostry- supermodelki Luly. Według policji było to samobójstwo, ale brat ofiary nie chce w to uwierzyć.
Przed weteranem wojennym i jego asystentką Robin czeka trudne zadanie, a śledztwo przybiera niebezpieczny obrót.

 Nie czytałam dużo książek kryminalnych, ale nie sądzę, żeby ich fabuły bardzo różniły się od tej w ,,W wołaniu kukułki". Jest sprawa do rozwiązania, detektyw i spółka, a podczas śledztwa wyłaniają się kolejne przeszkody i niebezpieczeństwa.
Akcja nie ma nagłych zwrotów i mimo, że toczy się wolno, wciągnęłam się. Trudno było zostawić kolejne rozdziałów na później.
Podczas czytania, zastanawiałam się, kto mógł zabić modelkę i starałam się kilka razy odgadnąć jego osobowość, ale chybiłam. Zakończenie było jedną dużą niespodzianką i mocną stroną książki. Autorka wyłożyła wszystkie kary, a ja zastanawiałam się dlaczego i kiedy, dałam się wykiwać.
Kolejnym plusem był brak mrożących krew żyłach opisów ciał, czy zbrodni.

 Mocną stroną książki,o ile nie najmocniejszą, są postacie. Cormoran to skomplikowany charakter. Właśnie rozstał się z kobietą życia, a przez stan finansowy, musi mieszkać we własnej kancelarii, która podupada. Na początku rzucała się jego szorstkość, ale idzie się przyzwyczaić. Za to na końcu podziwiałam jego inteligencje.
Robin to przeciwieństwo detektywa -właśnie się zaręczyła i zaczyna prace marzeń. Jej pomoc i charakter, pomogły nie tylko w śledztwie, ale również w życiu prywatnym i zawodowym Cormoran'a.
Każda postać epizodyczna, czy drugoplanowa została bardzo dobrze wykreowana. Każda z nich była na swój wyjątkowy sposób inna i wnosiła coś nowego do śledztwa i historii.

 Autorka spisała się bardzo dobrze i myślę, że książka spodoba się szczególnie fanom gatunku.
Ja już poluję na kolejną część.



Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014

wtorek, 13 stycznia 2015

Kłamca do wynajęcia!

Kłamca








 
 
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 2005
liczba stron: 272
ocena: 8/10










    Czasem, żeby nie zbrudzić swoich rąk można wynająć kogoś, kto to zrobi za nas. Pytanie brzmi: czy to cokolwiek zmienia? Przecież nadal jesteśmy za ten czyn odpowiedzialni. Anioły twierdzą inaczej, dlatego wynajmują Lokiego - nordyckiego boga kłamstwa i oszustwa, żeby zajął się brudną robotą, a ich skrzydła pozostały bez skazy.

   Loki  po upadku Valhalli decyduję się przyjąć propozycję aniołów, ale nie zamierza robić niczego za darmo. Szybko dowiaduję się, co jest dla skrzydlatych najcenniejsze i zamierza tylko za to przyjmować zlecenia.

  Głównym atutem książki jest główny bohater. Loki jest ironiczny, sprytny i do tego zabawny. Kto potrafi się oprzeć takiemu złemu charakterowi. Od początku czytelnik kibicuję tej postaci. Nawet po mimo faktu, że Loki ma brodę, których tak na marginesie nie lubię.

  Według mnie pierwszy tom był za mały objętościowo. Miał tylko 272 strony, a format książki też był wyjątkowo mały. Czcionka i akcja też nie ułatwiały w powolnym czytaniu. Jeden wieczór całkowicie wystarczył nawet na powolne przeczytanie tych opowiadań.
    W opowiadaniach nie ma dużo opisów, ani charakterystyk bohaterów, więc niektórym może przeszkadzać fakt, że niektórych rzeczy trzeba się domyślić.

  Zaskakujące było, że Jakub Ćwiek połączył w jednej książce kilka wierzeń. Pojawiły się anioły (Gabriel, Michał, Rafał), ale również Thor, Odyn, a nawet Światowid - słowiańskie bóstwo.

   Świetnie trafiłam z czasem przeczytania tej książki. Czytałam w Wigilię, a w jednym z opowiadać była wigilia, elf i Mikołaj. Nie jestem pewna, czy czytanie o zabijaniu jest poprawne tuż przed Bożym Narodzeniem.
   A propos zabijania. W książce pojawiło się wiele strzelanin, ale nie był drastyczne, więc nie powinno to sprawiać problemów nawet osobom o słabych nerwach.

Pomimo małej ilości opisów i małej objętości z całego serca polecam tę książkę wszystkim. Jestem pewna, że sięgną po drugi tom tej serii, ponieważ jestem bardzo ciekawa dalszych przygód Lokiego. Polecam!

P.S. Możecie być ze mnie dumni, ponieważ przeczytałam dwie książki podrząd napisane przez polskich autorów :)



sobota, 10 stycznia 2015

Czas wszystko odkryje...



Burza
-Julie Cross


tłumaczenie:Bartosz Czartoryski
tytuł oryginału : Tempest
wydawnictwo: Bukowy Las
data wydania: 13 czerwca 2012
liczba stron:416
I część trylogii. 
moja ocena: 8+/10



  Książkę dostałam na urodziny i minęło sporo czasu, zanim się za nią zabrałam. Sądziłam, że skoro opis zafascynował mnie kilka lat temu, kiedy moje wymagania czytelnicze nie były za wysokie, to na pewno ,,Burza" mi się nie spodoba. Jak się cieszę, że się myliłam:)

  Jackson Meyer jest na pierwszy rzut oka jest zwyczajnym nastolatkiem. I do pewnego czasu on również tak myślał. Dopóki przez przypadek nie przeniósł się w przeszłość.
Podczas randki ze swoją dziewczyną, napadają na nich zagadkowi mężczyźni, którzy chcą żeby chłopak poszedł z nimi. Przez jego odmowę śmiertelnie zraniona zostaje Holly.
Jackson od razu przenosi się do przeszłości, żeby naprawić swój błąd, a w pościg za nim ruszają mordercy.

  Kiedy czytałam początek,,Burzy", myślałam, że nie będzie w niej nic skomplikowanego. Tu też się pomyliłam.
Razem z bohaterem odkrywamy jego zawiłą i tajemniczą przeszłość. Można było się kilka razy pogubić, ponieważ tak dużo się działo. Niejednokrotnie podczas odkrywania kolejnych sekretów, musiałam przeczytać to samo zdanie dwukrotnie. Byłam aż tak zaskoczona.
Dzięki prostemu językowi, czytelnik bez problemu zostaje wciągnięty w świat Jacksona. Wszystkie wydarzenia widzimy z punktu widzenia głównego bohatera. Bardzo podobał mi się ten zabieg- możemy jeszcze głębiej poznać Jacksona i przyczyny, dzięki którym, podróżuje w czasie

   Wszystkie postacie, które stworzyła autorka są naprawdę naturalne, a w ich zachowaniu nie pojawiała się sztuczność czy wyolbrzymienie.
Jackson  niejednokrotnie był okłamywany przez bliskich. W pewnym momencie, sam nie wiedział komu może ufać. Miał normalne, ludzkie uczucia, dzięki czemu, łatwo było znaleźć z nim nić porozumienia.
Nie przechwalał się swoimi umiejętnościami, czy chociażby tym, że jest niezwykle bogaty.

Autorka postaciom drugoplanowym poświeciła dużo czasu, co mnie bardzo cieszy.
Dużą sympatią obdarzyłam, najlepszego przyjaciela Jacksona, Adama, który grał rolę wspólnika-geniusza. Wspólnie odrywają możliwości i niebezpieczeństwa, które wynikają z podróży w czasie.
Interesującą postacią okazał się również ojciec chłopka, który okazał się człowiekiem- zagadką.

 Ostatnie strony powieści wbiły mnie w fotel. Cała historia nie może się tak skończyć. Ja się na to nie zgadzam.
Szkoda tylko, że wydawnictwo nie będzie tłumaczyło 2 kolejnych części. Kiedy o tym usłyszałam, aż coś się we mnie zagotowało.

 Podsumowując, książka bardzo mi się podobała, a przez ostatnie rozdziały, trudno od razu sięgnąć po kolejną część. Naprawdę żałuję, że nie będzie jej w Polsce.


Wyzwania:
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014



środa, 7 stycznia 2015

Polska ,,Gra o tron"

Korona śniegu i krwi







 




wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: 26 czerwca 2012
liczba stron: 768
ocena: +7/10
  







  Autorka świetnie przedstawiła symbolikę rodową. Nie były tylko narysowanymi zwierzętami na tarczach, czy strojach. Często stawały przy swoich właścicielach, jakby były żywe.




   Polska ,,Gra o tron". Te trzy słowa widnią na wewnętrznej stornie okładki książki Cherezińskiej i przez całą powieść nie opuszczały mnie nawet o krok. Czy podstawianie ,,Korona śniegu i krwi dostała ten tytuł?



    Polska podczas rozbicia dzielnicowego osłabła. Nie przestaję ciągle przybywać nowych książąt, a ziemi nie przybywa. Każdy z potomków Bolesława Chrobrego widzi siebie z koroną na głowię. Jednak nie są jedyni. Na tron Polski kierują swoje oczy również królowie z obcych dynastii. Czy uda się wreszcie pokonać klątwę Wielkiego Rozbicia?                   
    
     Książka  Elżbiety Chereźnińskiej miała wiele wspólnego z ,,Grą o tron". Było dużo intryg, śmierci ważnych bohaterów, co jest charakterystyczne dla Martina. Oczywiście tak, jak w serii ,,Pieść lodu i ognia", tak i w ,,Koronie śniegu i krwi" pojawiały się wątki erotyczne i walka o tron. W powieści Chereźnińskiej były też elementy fantastyczne, ale na szczęście nie smoki. Nie tylko sama fabuła była podobna, ale również bohaterowie. Było ich naprawdę dużo, a do tego mieli czasami tak samo na imię. Przemysł I, Przemysł II, Henryk Głogowczyk, Henryk Brzuchaty, Henryk Probus...                    
      Doszukałam się Daenerys i Tyriona, tylko z innym imionami. Naprawdę. Karzeł, który osiągną wiele i którego nienawidziła matka. Dziewczyna z jasnymi włosami, która jest wyjątkowa.                  
     Oczywiście są różnice pomiędzy tymi dwoma powieściami. Pierwsza różnica, która przychodzi mi na myśli to fakt, że nasza polska wersja jest niestety trochę gorsza. Powtarzam tylko trochę. Możliwe, że to tylko moje wrażenie, ale książka przy końcówce dłużyła mi się. Mimo wszystko trudno zainteresować czytelnika przez ponad 750 stron. Martion'owi się udało. Kolejną różnicą jest to, że nasza rodzima autorka oparła książkę na prawdziwych wydarzeniach. Za co ma u mnie duży plus.














poniedziałek, 5 stycznia 2015

Podsumowanie grudnia



  Grudzień minął za szybko, ale to nie żadna nowość. Najbardziej się cieszę z faktu, że za oknem śnieg:) I jest tak pięknie. I ślisko. Moje udo przekonało się o tym boleśnie. Na szczęście dwa lata nauki jazdy na rolkach nie poszło na marne. Dzięki tym lekcjom nauczyłam się jak upadać. Ta umiejętność czasem się przydaję.

W tym roku dołączyłam do dwóch wyzwać: Czytam opasłe tomiska i Czytam Fantastykę. Mam nadzieję, że uda mi się ukończyć z jak najlepszym wynikiem.  Jak jeszcze znajdę jakieś ciekawe wyzwanie to również z pewnością dołączę :)


A tak wyglądają nasze wyniki w tym miesiącu: 




Anka:

Ha, w końcu mi się udało pobić Dianę:) 
 
 

Diana:
1.  Korona śniegu i krwi (to tomisko powinno się liczyć podwójnie)
2.  Kłamca
3. Burza

  W tym miesiącu się nie popisałam. Przeczytałam tylko trzy książki, a gdyby nie przerwa świąteczna skończyłoby się pewnie tylko na jednej. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ,,Korona śniegu i krwi" to naprawdę duża książka z wieloma opisami, więc moje powolne czytanie jest uzasadnione :)


Rozdawajkę grudniową wygrywa:

My Secret

Gratulujemy i czekamy na e-mail

 Chcemy życzyć Wam w tym nowym roku - 2015- wszystkiego najlepszego: spełnienia marzeń, dużych stosików książek i wielu niezapominanych chwil.







piątek, 2 stycznia 2015

Przeznaczenie znajdzie drogę.





Anna i pocałunek w Paryżu
- Stephanie Perkins



tytuł oryginału :Anna and the French Kiss
tłumaczenie: Małgorzata Stefaniuk
wydawnictwo:Amber
data wydania: 5 marca 2013
liczba stron: 320
moja ocena: 6/10



  Książkę dostałam na urodziny i muszę przyznać, że tytuł jak najbardziej mi odpowiada. No dobra, może nie cały, ale imię bohaterki jak najbardziej.
Nigdy nie byłam w Paryżu, więc bardzo się cieszyłam, że powieść będzie do niego nawiązywała. No ale, o tym w dalszych wywodach.
  
  Rodzice Anny wysyłają ją do stolicy Francji na rok nauki. Większość nastolatek na jej miejscu byłaby zachwycona, ale nie ona. Nie dość, że tam gdzie mieszka, ma oddaną przyjaciółkę, brata i świnkę morską, to wreszcie zaczyna coś iskrzyć pomiędzy nią i jej wieloletnią wymarzoną sympatią. Nie wspominając, że jest to jej ostatni rok nauki.
Nic dziwnego, że dziewczyna się załamuje. No, ale musi istnieć druga strona medalu.
W amerykańskiej szkole Anna poznaje najprzystojniejszego chłopka na ziemi. Już trudno się oprzeć, a na dodatek mówi z brytyjskim akcentem. Są tylko dwa problemy:
1) St. Clair ma dziewczynę      
2) Koleżanka, która była jedyną życzliwą dla Anny osobą, jet w nim zakochana.

 Niby duża góra lodowa, więc byłam ciekawa co wykombinuje autorka. Miałam nadzieję, że schematycznie nie będzie, ale cóż. Przeliczyłam się. (ale o tym też później).

  Anna to bardzo sympatyczna osóbka (zresztą jak wszystkie jej imienniczki). Bardzo wysoko ceniła przyjaźń i stosunkowo szybko nawiązywała kontakty z rówieśnikami. Nietrudno było stworzyć z nią wieź. Choć przy końcówce się zmieniła. Nie rozumiałam jej niektórych decyzji i jakoś tak zmiękła.

  Co do St Claira, niby nie taki idealny, ale z chęcią poznałabym go w realnym życiu. Choć też czasami postępował nielogicznie. Ale usprawiedliwiam go- w końcu to facet. A ja ich nie rozumiem.
Żałowałam, że nie została rozwinięta postać jego dziewczyny. Pojawiło się o niej kilka wzmianek, a ona sama występowała tylko dwa razy.
Kolejną bohaterką, którą polubiłam była Rashmi- dziewczyna najlepszego przyjaciela St Claira. Bardzo podobały mi się rady, które dawała głównej bohaterce i życie na luzie które prowadziła. Ale kiedy trzeba było, umiała ustawić przyjaciół do pionu.
Relacje pomiędzy postaciami były naturalne i nie raz ich dialogi (szczególnie początkowe) przyprawiały mnie o uśmiech.

  Kolejnym plusem jest to, że książka bardzo wciąga i jej przeczytanie zajmuje bardzo mało czasu. Narracja jest pierwszoosobowa i była to dla mnie miła odmiana.

   No, ale każda książka ma pewne wady. I tu było ich kilka. Pierwsze co baaardzo rzucało się w oczy, to przewidywalność i schematyczność:
Ona: nieśmiała, przecięta dziewczyna
On: najseksowniejszy, bogaty chłopak
Wynik: żeby nie zdradzić treści, to nie powiem, ale błagam, kto nie zgadnie.
Kolejna rzecz- sam tytuł nawiązuje do Paryża, i ogłaszam wszem i wobec, że było go za mało. Za mało zwiedzania, za mało opisów miejsc czy zabytków. A tak się cieszyłam.

  Podczas wgłębiania się w treść nie towarzyszyły mi żadne głębsze emocje. Nie sądzę więc,żeby historia został ze mną na długo.

  Nie jest to lektura wysokich lotów, a schematyczność aż bije po oczach,  ale czytało się ją lekko.
Można się przy niej odprężyć na kilka godzin. Historia jest niezobowiązująca, a miło czasem przeczytać coś lekkiego.


Wyzwania:

Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014
Kiedyś przeczytam


Marcowe mole