.nag

niedziela, 31 sierpnia 2014

Śladami wakacji.... i małe podsumowanie miesiąca



   Wakacje się kończą, a my nadal nie możemy w to uwierzyć. Były bardzo udane, ale zdecydowanie za krótkie. Pogoda nie zawsze dopisywała, ale za to humor tak. Po naszych przygodach i podbojach pozostaną wspomnienia i zdjęcia.
 A oto niektóre z nich.

  Zaraz po rozdaniu świadectw, spakowałyśmy walizki i wsiadłyśmy do pociągu. Niby był to ICC, ale jechał z Rzeszowa do Krakowa aż cztery godziny. Byłyśmy w wagonie nocnym, więc przygód miałyśmy sporo. Pokoiki są trzyosobowe, miały umywalkę lustro i uwaga uwaga kontakt :) Zmieścili w nim jeszcze trój piętrowe łóżko, półkę na walizki i haczyki na ubrania.Każda osoba dostała po rogaliku, buteleczce wody i zestawie higienicznym.

  Mimo dwudziestogodzinnej podróży, mama Diany wyciągnęła nas od razu na powitanie z morzem. Byłyśmy zmęczone i brudne, a w głowie miałyśmy tylko miękkie łóżeczko i gorącą kąpiel, ale było warto.


Co jak co, ale morze mamy piękne:). Tylko, że zimne. 


  Spędziłyśmy kilkanaście dni w Kołobrzegu. Codziennie plaża, plaża i plaża. Miałyśmy dość po trzech dniach. Tak to jest, jak mamy lubią się opalać. Pogoda była na pięć. Tylko w jeden dzień padało.  Niestety molo było zamknięte i strasznie się nudziłyśmy, aż do pewnej soboty. Przyjechał TVN:) Były darmowe waty cukrowe, frisbee i kilka razy wzięłyśmy udział w wyzwaniu smaku:)
Ćwiczyłyśmy z samą Anną Lewandowską. Poczułyśmy się sławne;P


Razem z nami przybyła uzdolniona plastycznie rodzinka i codziennie można było podziwiać ich prace. 


  I tak nastał piąty lipca. Zawsze śmiałyśmy się z Halta, że tak źle znosi podróże morskie. No cóż, z nami nie było lepiej. Fal nie było, ale przygody żołądkowe jak najbardziej. Sam prom był piękny- miał trzy piętra, brakowało tylko basenu. Na pierwszym poziomie był ogromny hol, jadalnia i mini sala kinowa. Ostatnia była wystylizowana na wnętrze samolotu. Spędziłyśmy tam najwięcej czasu, ponieważ na telewizorach leciały kreskówki: Piorun i Madagaskar.Na górze kawiarnia, taras widokowy i sala imprezowa. A na trzecim piętrze sam taras z ławeczkami. Śliczne widoki- szkoda, że nie dałyśmy rady unieść aparatu.

 Za to komórkę tak i powstało takie zdjęcie. 






Po czterogodzinnej podróży dotarliśmy na wyspę Bornholm. Spędziłyśmy tam niezapomniane chwile.

  Mieszkańcy wyspy są bardzo ekologiczni, więc często zamiast aut można było zobaczyć rowery. Razem z nami na promie jechała gromadka dzieci, która miała zamiar w cztery godziny przejechać całą wyspę. Udało im się:) Przy każdej drodze dla aut, znajduje się również ścieżka dla rowerów.
Drugim powodem, dla którego jest tam mało samochodów, to ceny. Naprawdę wysokie.







 Na Bornholmie jest dużo zieleni, a lasy są pełne grzybów. Co ciekawe, sami mieszkańcy ich nie zbierają i nie jedzą. Jest ich pełno, jak po deszczu.

 Od początku zwróciłyśmy uwagę na to, że jest bardzo czysto. Jak się okazało, do osób, których ogrody są w nieładzie,władza wysyła firmę sprzątającą, a potem wystawia rachunek.


  Zdziwiłyśmy się, że nikt nie pobierał opłat za zwiedzanie zamku Hammershus. Miła odmiana. Niestety, za toalety już tak.


  Jeżeli kiedykolwiek będziecie na wyspie, pamiętajcie, żeby kupić sobie lody. Nie żartuję. Zrobione są z 30% śmietany i są przepyszne. Zresztą cenę też mają z górnej półki- 15 złotych.


                                     Przy Zamku Hammershus





 Sama wyspa jest malutka, ale za to śliczniutka.  Mieszkańcy mają małe, stare domki, ponieważ nie mogą, bez pozwolenia rozbudowywać się i przemalowywać budynków. Przy każdym domu znajduje się flaga- jeżeli jest szeroka oznacza to, że ktoś świętuje urodziny, albo, że teściowa wyjechała.:) Wąska oznacza żałobę.
Dla nas nowość, a dla Duńczyków codzienność- w oknach nie wieszają firanek. Zamiast nich mają lusterka na zewnętrznej ścianie. Zapytałyśmy się dlaczego, a odpowiedziano nam, że kochają podglądać sąsiadów. Dzięki temu ich życie jest ciekawsze:D

Mieszkańcy bardzo sobie ufają- w autach zostawiają kluczyki, a w sklepy samoobsługowe nikt nie pilnuje. Nawet jest kasa fiskalna pełna pieniędzy, żebyś mógł sobie wybrać resztę.



~~~~~~~~~~~~

 W drugiej połowie wakacji, pojechałyśmy na Węgry. Tym razem każda osobno. Ja byłam w Sostofurdo, a Diana  w Hajdúszoboszló.

Moja rodzinka, jako pasjonująca się zwierzętami, nie mogła nie odwiedzić pięknego ZOO.  Szczerze, nigdy nie byłam w cudowniejszym miejscu. Samo ZOO jest podzielone na kontynenty. Przy wejściu każdy dostaje mapkę i idzie w wybranym kierunku.


W Zoo można spędzić spokojnie cały dzień.
Są tutaj restauracje i piękne toalety. Jeszcze ani razu nie załatwiałam się, patrząc na spokojnie pływające złote rybki. Relaksujące:)


Skoro jest Kowalski, to gdzieś musi być również Julian:)



Nie szukaliśmy długo. 


Dodatkową atrakcją jest to, że niektóre ptaki spacerują sobie po ścieżkach. Mój brat był zachwycony, kiedy na własne oczy mógł zobaczyć i pokarmić dziką kurę.

Za nieco ponad złotówkę jest możliwość wykupienia specjalnej karmy dla lam i możliwość nakarmienia łakomych zwierząt.







Za rok ma być otwarta nowa część Zoo, gdzie będą krokodyle i białe tygrysy syberyjskie. Jak na razie jest tylko jeden, ale już jest imponujący.

Po raz pierwszy widziałam kangury. Niezapomniane przeżycie.

Surykatki też nie były niczego sobie-czetry kopały, a jedna stała na czatach. Stwierdziliśmy, że próbują się wydostać z Zoo, ponieważ zdążyły już wykopać bardzo głęboki dół. Przy ogrodzeniu.










Kolejną atrakcją jest oceanarium. Duży plus- nie trzeba było za nie dodatkowo płacić.
Byłam przerażona, kiedy puścili muzykę ze Szczęki, a nade mną przepłyną ogromny rekin.

Co kilka dni jest pokaz karmienia rekinów. Niestety nie załapałam się:(



Wiem, ze nie powinno się śmiać z wyglądu, ale są pewne wyjątki- na przykład ten pan obok. Całą drogę uśmiałam się z jego wyglądu. Przypomina mi zbira z przepaską na oczy. Na dodatek, kiedy on przechodził w tę i z powrotem, reszta ptaków się od niego odsuwała.




Największą atrakcją jest pokaz karmienia fok. Jest kilka tur dziennie, więc nie ma możliwości tego nie zobaczyć. Krótki filmik:


video



Dodatkowo o 13 jest pokaz karmienia papug. Niby rozgadane, ale mądre ptaszki.

Następną i niestety już ostatnią niespodzianką była dżungla. W Zoo jest duży budynek, wystylizowany na wygląd jednego z dzikich miejsc. Genialne. Idziesz po takich jak na zdjęciu ścieżkach, a obok ciepie płynie wodospad. Od razu mówię- te drzewa są prawdziwe. W pewniej chwili stanęliśmy osłupieni, ponieważ zaczął lecieć deszcz- w zamkniętym budynku- a z głośników leciały odgłosy ptaków i innych zwierząt.

Jeżeli kiedykolwiek będziecie w Sóstó, nie zapomnijcie zwiedzić Zoo. Najtaniej wychodzą pakiety w stylu- 2 dorosłych+ 2 dzieci.




http://www.hunguesthotels.hu/media/Image/aquasol_hotel_hajduszoboszlo/extrem%20aquapark1.jpg
Diana  natomiast spędziła czas z koleżanką ze szkoły nudząc się dziesiąty raz w tej samej miejscowości. Nie raz jest tak, że nawet najgorsze miejsce może się zmienić w cudowne, jeśli ma się dobre towarzystwo. Ona niestety takiego nie miała. Przebywała 24 godziny na dobę z dziewczyną, która tęskniła za chłopakiem, z którym jest od miesiąca. Normą stały się dla Diany komentarze typu: "Jak ja za nim tęsknię", czy "Jak ja go kocham". Nic by nie było irytującego w tej wielkiej miłość, gdyby nie zdradziła biednego chłopaka z pierwszym lepszym Rumunem. Może jest trochę staroświecka, ale nie powinno się całować z chłopakiem, kiedy znasz go dopiero od kilku godziny. Na szczęście jakoś to przetrwała, ale jej psychika na tym ucierpiała.
Mimo wszystko spędziła też tam dobre chwilę. Mianowice wybrała się do Aqua Parku, gdzie zrobiła sobie dziurę w stroju kąpielowym. Szkoda, że mnie przy tym nie było :)


Mam nadzieję, że Wasze wakacje były udane, ponieważ następne dopiero za 10 miesięcy.

A teraz małe podsumowanko: 


Anka

Przeczytane:
3. Angelfall

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu+ 44,6 cm
Rekord 2014- zostało mi aż książki 34
52 książki 2014- zostało mi 11
Czytam fantastykę- 3 książki
Kiedyś przeczytam- Przeczytałam 3 pozycje



Diana
Przeczytane:

Statystyki:
liczba obserwatorów: sierpniowych- nie mam pojęcia. Pogubiłam się. 
sierpniowa liczba wyświetleń: 11 373
dodane posty w sierpniu: 13

piątek, 29 sierpnia 2014

Kiedyś przeczytam...


  Niejednokrotnie kupowałam książki z promocji i odkładałam je na półkę z nadzieją, że kiedyś znajdę na nie czas. Dni mijały,a liczba kupionych i nie przeczytanych powieści stale rosła. Ostatnio czytam dużo na ebook'u i skupiałam na nim swoją uwagę. Byłam pewna, że liczba zachomikowanych książek nie wyniesie więcej niż dziesięć.  Okazało się, że jest ich ponad dwa razy więcej. 
  Pewnie nadal nie byłabym świadoma moich zaległości, gdyby nie wyzwanie Angeliki.
 (Tutaj znajdziecie szczegóły.)
Wstyd tak chomikować książki, a wreszcie nadarzyła się okazja i motywacja, więc jak tu się nie zgłosić. Najwyższy czas się z tym: rozprawić) Najprawdopodobniej nie przeczytam wszystkiego do końca roku, ale wierzę, że dam radę skreślić z listy chociaż połowę tytułów.

Nie przedłużając:





 1. Czy niedźwiedzie polarne czują się samotne? i 101 innych intrygujących pytań- Kupiłam ją jakieś dwa miesiące temu.
2. 52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca - ten zakup akurat pamiętam, ponieważ nabyłam książkę 31 grudnia
3. Dziewczyna z pomarańczami- jest u mnie jakieś dwa lata
4. Jajko z niespodzianką- cztery miesiące
5. Kroniki krwi- rok
6. Przebudzenie Arkadii- dziewięć miesięcy
7. Anna i pocałunek w Paryżu- dwa lata
8. Dziewczyna, która chciała zbyt wiele- jeden rok i pięć miesięcy
9. Tak wygląda szczęście- prezent od kuzynki- jeden miesiąc
10. Śmiercionośne fale- pół roku
11. Las zębów i rąk- pół roku
12. Lek na śmierć- pół roku
13. Próby ognia- pół roku
14 Więzień labiryntu- pół roku



 15. Wszystko za życie- 2 lata
16. Przepowiednia Dżokera- nie wiedziałam, że mam taką książkę
17. Pamiętnik księżniczki 10 i ostatni. Pożegnanie księżniczki- jak się okazało, jednak nie ostatnia część- trzy lata
18. Dziesięć płytkich oddechów- miesiąc
19. Ciemność przed świtem- rok
20. Bez litości- dwa lata
21. Nienasyceni- dwa lata
22. Pokuta.- cztery miesiące
23. Zimowa opowieść- prezent za świadectwo z paskiem- trzy miesiące
24. Zmyślone życie Siergieja Nabokowa- tydzień
25. Elyria- pół roku
26. Zakazana królowa- prezent na urodziny od Diany- miesiąć
27. Złodziejka książek- trzy miesiące.



 I jeszcze odwiedziłam bibliotekę:)

28. To, co zostało
29. Złodziej pioruna
30. Cienie ziemi- pierwsza książka, która nie ma  etui i to trochę irytujące, bo już ktoś ją naderwał
31. Ognista
32. Marcowe fiołki.

Rozmiar stosików- S

Mam nadzieję, że dołączycie do zabawy:)


czwartek, 28 sierpnia 2014

Każdy zasługuje na szczęśliwe zakończenie


Z innej bajki

- Jodi Picoult 
i Samantha van Leer



tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
tytuł oryginału: Between the Lines
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 2 kwietnia 2013
liczba stron: 312
Ocena: +6/10



Oczytałam się niezliczoną ilość recenzji, w których chwalono pióro i książki pani Jodi Picoult. Podczas pobytu w miejskiej bibliotece kątem oka zauważyłam ,,Z innej bajki" i bez zastanowienia
wypożyczyłam ją. Od początku byłam zaintrygowana drugim nazwiskiem. Nie spodziewałam się, że należy ono do córki sławnej i wyżej wymienionej pisarki. Na swoją obronę mogę dodać, że są zupełnie inne.

Jak byłam małym dzieckiem, często myślałam nad tym, co dzieje się z bohaterami bajek po zamknięciu książki. Opowiedz dostałam dopiero teraz, czytając ,,Z innej bajki".

Delilah McPhee nie jest typową piętnastolatką. Nie ma wielu przyjaciół, jest dobrą uczennicą, a zamiast spędzać czas na dyskotekach, woli czytać książki. (skądś to znam)
Pewnego dnia w szkolnej bibliotece przypadkowo znajduję bajkę dla dzieci, mówiącą o przygodach księcia Oliviera. Dziewczyna bardzo zżywa się z bohaterem. Niedługo potem, okazuje się, że zaczyna słyszeć jego prośby o pomoc, w wydostaniu się z baśni. Oliver czuje się samotny i zagubiony na kartach książki. Chce poczuć się wolnym, a nie zmuszanym do robienia tego samego w kółko przez autorkę. Delilah postanawia mu pomóc i takim sposobem zaczyna się ich spólna przygoda.

Fabuła książki na pierwszy rzut oka wydawała mi się oryginalna, ale po wgłębieniu się w historię zaczynała mi coś przypominać. Nie wiem, czy kojarzycie, ale była kiedyś taka bajka Disney'a ,,Zaczarowana". Mówiła o dziewczynie, która została przemocą wyrwana ze swojego bajkowego świata. Giselle, pomaga bogaty Robert i wspólnymi siłami starają się dostać do jej świata. Napotykają wiele przeszkód, a między nimi rodzi się silna więź. Prawie jak w ,,Z innej bajki".
Książka jest podzielona na trzy typy rozdziałów:
- widziany oczami Delilah
- widziany oczami Oliviera
- sceny z baśni
Bardzo podobało mi się to rozwiązanie. Na dodatek każdy typ rozdziałów ma inny kolor.

Niby cały czas coś się dzieje, a jednak często byłam znudzona podczas czytania. Książka jest lekka i pisana prostym językiem.W małym stopniu irytowała mnie główna bohaterka. Przez naiwność i sposób traktowania swojej jedynej przyjaciółki. Za to bardzo polubiłam Olivera. Wesoły, otwarty na świat, wiele znaczyła dla niego przyjaźń.  Po zamknięciu książki każdy bohater mógł stać się sobą. Najbardziej rozśmieszyły mnie syreny-feministki i smok z aparatem na zębach:)

Muszę jeszcze dodać, że książka jest pięknie wydana. Co kila stron są rysunki- jedne przedstawiające sceny z baśni, a inne nawiązywały do myśli bohaterów. Plusem również jest duża czcionka, która ułatwia czytanie.

Szczerze to jestem rozczarowana. Było to  moje pierwsze spotkanie z autorką i jednak nie do końca udane. Pewnie to przez to, że naczytałam się tylu pozytywnych recenzji i za dużo sobie wyobraziłam. No i jeszcze mój wiek. Chyba jestem na to za stara.
Mam nadzieję, że kolejne książki bardziej przypadną mi do gustu.

Wyzwania:
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014

środa, 27 sierpnia 2014

Dziecięca krucjata

Krucjata








tłumaczenie: Maciejka Mazan
tytuł oryginału: Stormbringers
wydawnictwo: Egmont
data wydania: 5 lutego 2014
liczba stron: 295
ocena:8/10








Z dziecięcą krucjatą spotkałam się po raz pierwszy na początku poprzedniego roku szkolnego w podręczniku od historii. Przez to wiedziałam, jak skończy się wyprawa dzieci. Jednak ten fakt nie zmienił, że książkę czytało się po prostu cudownie. Przeczytałam trochę o tym zdarzeniu i okazuję się, że historycy skłaniają się, że to wydarzenie nie miało miejsca, a jedynie było kolejną legendą, taką samą, jak o smoku wawelskim.


Luca dostał kolejną misję, która może mu sprawić nie lada kłopotu. Podróżuje nadal z dwoma kobietami - Iszrak i Izoldą, póki zmierzają w tą samą stronę. Przed młodym chłopakiem stoi nie lada wyzwanie i tym razem może nie dać rady wytłumaczyć wszystko racjonalnie...

Czytają drugą część serii Zakon Ciemności nie mogłam się nadziwić głupotą ówczesnego ludu. Niby wiedziałam, że ludzie kiedyś nie zdawali sobie sprawy z wielu rzeczy, ale przeczytać o tym to całkiem inna sprawa.
Sądzili np., że burze można wywołać, rozchlapując wodę w jeziorze.
Nie wiedzieli skąd pojawiają się chmury, trzęsienia ziemi i wile innych zjawisk, które dla nas są czymś normalnym.

 ,,Ludzie boją się tego, czego nie rozumieją.''*

Podziwiam autorkę za tą pracę, którą musiała włożyć w szukanie informacji i jestem pewna, że zajęło jej to mnóstwo czasu. Jednak wykonana praca nie poszła na marne. Czytając powieść czuło się, że wszystko jest dopięto na ostatni guzik.
Nawet, jeśli chciałabym znaleźć coś do czego mogłabym się przyczepić to mi się nie da. Powinnam już to wiedzieć po przeczytaniu pierwszej części serii.
Narracja trzecioosobowa sprawia, że możemy poznać uczucia wszystkich bohaterów w danej sytuacji. Mogłam zobaczyć, jak bohaterowie dorastają, zmieniają się na lepsze i coraz bardzie ze sobą się zżywają.
Autorka umieściła wątek miłosny. Jednak był on delikatny, stanowił tylko tło. Były to zaloty, takie jak być powinny w średniowieczu.
Oczywiście jest to literatura młodzieżowa i może się wydać starszym czytelnikom lekko nudna, lecz dla mnie jest po prostu świetna.

Polecam wszystkim tym, którzy są jeszcze w przedziale wiekowym 12-18 i oczywiście dla tych, którzy czują się młodo duchem. Starsi muszą przekonać się na własnej skórze, ponieważ ja nie mogę zagwarantować, że się im spodoba.


*cytat z książki pt. "Krucjata".

niedziela, 24 sierpnia 2014

A gdyby tak zatrzymać czas...

Zaklinacz czasu
-Mitch Albom


tłumaczenie: Nina Dzierżawska
tytuł oryginału: The Time Keeper
wydawnictwo: Znak literanova
data wydania: 13 stycznia 2014
liczba stron: 288
Ocena: +7/10





Nie wiem, jak Wam, ale mi zdecydowanie brakuje czasu. Rano otwieram oczy i wydaje mi się, że mam przed sobą wiele możliwości. Obiecuję sobie, że dzisiaj zrobię to, czego nie zdążyłam wczoraj. Zazwyczaj okazuje się, że moje plany spełzają na niczym. Od tygodnia staram się siąść na tyłku i skupić się na zadaniach z matmy. Od razu mówię- nie nawiedzę się uczyć. A co dopiero w wakacje.

 Z chęcią zatrzymałabym czas, otrzymując cenne minuty, godziny, dni. Jeżeli mam być szczera, nie wyobrażam sobie życia bez mierzenia chwil. Aż tak bujnej wyobrażani, to ja nie mam:)

,,Zaklinacz czasu" opowiada historię trzech ludzi.
Jedna z nich mówi o Ojcu Czasu, który jako pierwszy zaczął liczyć godziny, dni. To zajęcie pochłaniało jego uwagę tak, że nie dostrzegał, tego co miał wokół siebie.
Kolejna opowieść jest o bogatym biznesmenie, który za klika miesięcy ma umrzeć na nieuleczalną chorobę. Nie może się z tym pogodzić. Chce oszukać czas i  być niezwyciężonym.
Ostatnia historia ukazuje nieszczęśliwie zakochaną nastolatkę, która nie chce dłużej żyć.
Jak można się domyśleć, ich historie połączą się.

„Nigdy nie jest za późno ani za wcześnie. Jest dokładnie wtedy, kiedy trzeba”


Trochę się rozczarowałam. Spodziewałam się czegoś więcej, po tych wszystkich pozytywnych recenzjach. Może gdyby fabuła była ciut dłuższa...
Sama książka jest napisana prostym językiem, który dotrze do wszystkich. Ma krótkie rozdziały i dużą czcionkę (przynajmniej tak było na e-book'u), a najcenniejsze myśli są pogrubione. ,,Zaklinacza czasu" czyta się w super szybkim tempie.

Bardzo podobały mi się fragmenty, które miały odniesienie do mitologi i biblii. Autor bardzo ładnie je ze sobą połączył i stworzył spójną całość.
-Bóg nie bez powodu wyznacza kres ludzkich dni. -Co to za powód? -Żeby nadać każdemu znaczenie.”
,,Zaklinacz czasu" zmusza do refleksji. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, że nasze życie jest krótkie. Mimo to pędzimy, gonimy jutro. Więcej czasu spędzamy w pracy niż z bliskimi. Jest to smutne, ale zastanawiam się, czy w dzisiejszych czasach możemy znaleźć jakieś inne wyjście.

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014

piątek, 22 sierpnia 2014

Świat zginie bez nich. Oni zginą bez siebie...


Wielki Błękit

-Veronica Rossi



tłumaczenie: Małgorzata Kafel
tytuł oryginału: Into the Still Blue
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 14 lipca 2014
seria: Przez burzę ognia 3
liczba stron: 368

Ocena: 9/10



Wybłagałam mamę, żeby kupiła mi tę książkę na urodziny. Jak to bywa w zwyczaju mojej rodziny, wszyscy się gdzieś śpieszą, zapominają i często odczuwają brak czasu. Czwarty lipca minął, a ,,Wielkiego Błękitu" jako prezentu brak. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i kiedy uzbierałam pieniądze, magicznym sposobem książka pojawiła się w moich rączkach.
Co jak co, ale sprawiłam sobie bardzo fajny prezent.

Mam bardzo krótką pamięć, więc kiedy sięgałam po ,,Wielki Błękit" obawiałam się, że o wielu rzeczach zapomniałam. Na szczęście, kiedy tylko zaczęłam zapoznawać się z pierwszymi kartkami, dostałam olśnienia i cudownym sposobem moje wspomnienia wróciły. Szkoda, że w ten sposób mój mózg nie pracuje na testach. Miałabym z górki.

Na Arię i Perry'ego czekają nowe wyzwania. Dopiero co, uwolnili grupę mieszkańców z Reverie, a już muszą skupić się na bezpiecznym dotarciu do Wielkiego Błękitu.
I w tym momencie sprawy się komplikują. Nie mają potrzebnego transportu, ani Cindera, który jako jedyny może przedrzeć się przez eter.
 Decyzja o odbiciu chłopca zostaje podjęta bardzo szybko. Kilka dni później sześcioosobowa grupa wyrusza do plemienia Rogów, którzy sprzymierzyli się z Hesem. Jak pewnie każdy się domyśla dochodzi do pewnych komplikacji, których nie zamierzam Wam zdradzać.



Narracja jest taka sama jak w poprzednich częściach- trzecioosobowa. Skupia się na przemian, raz na przemyśleniach Arii, a raz na myślach Perry'ego. Bardzo podobał się mi ten zabieg.
 Język jest prosty i lekki, a dzięki temu czyta się super szybko.

Myślę, że bohaterów nie da się nie polubić. Aria nie jest szarą myszką i nie rozczula się nad sobą, ale kiedy sytuacja od tego wymaga, bierze sprawy w swoje ręce. Perry jako odpowiedzialny wódz, zawsze w pierwszej kolejności dba o dobro plemienia, a nie o własne. Ciekawe, czy tacy ludzie jeszcze żyją. Bardzo lubiłam momenty, w których Soren docinał Roar'owi, albo na odwrót.
"- Przyglądała mi się, kiedy przebieraliśmy się w mundury.

- Przyglądała ci się, bo masz posturę byka.

Soren zaśmiał się nerwowo.
- Myślisz, że to dobrze?
- Może i byłoby dobrze, gdyby była krową."

Obydwoje zmienili się. Roar po śmierci Liv, jest smutny i zamknięty w sobie. Soren z rozkapryszonego chłopaka zmienił się w odważnego mężczyznę. Autorka przypomina nam, że każdy z nich jest człowiekiem i nie jest idealny. Każdy się czegoś obawia, ma swoje lęki.
„- Wyczuwasz to równie często jak ja? Hipokryzję? Całkowity brak przyzwoitości? To nie do zniesienia. Jestem tym taki zmęczony. Wiem, że się ze mną zgadzasz. - Nie zgadzam się. [...] Ludzie są niedoskonali, ale to nie znaczy, że są całkiem zepsuci.”

Akcja na każdej kolejnej stronie przybiera na sile. Autorka nie daje chwili odpoczynku bohaterom. Przez prawie cały czas im coś zagraża, coś gonią, lub przed czymś uciekają. Wpakowali się w tarapaty- muszą sprytnie wykombinować jak się z nich wydostać. Oczywiście są momenty, w których postacie mają chwile dla siebie. Każdy ich wolna chwila jest poświęcona na rozmowy, żarty.
Nie powiem, podczas takich momentów rozluźniałam się i czerpałam jeszcze większą przyjemność z czytania książki.

Jedynym minusem było zakończenie. Czułam i cały czas czuję niedosyt. Szukałam informacji, czy czasem nie powstanie jeszcze jedna część, ponieważ, jak pewnie wiecie, autorka napisała krótkie historio-części- 0,5 czy 2,5. Stety, niestety poszukiwania spełzły na niczym.
 Wiele wątków zostało niewyjaśnionych. Z mojego punktu widzenia, to wygląda tak, jakby autorka nie skończyła swojej przygody z tą serią i w każdej chwili mogła do niej wrócić. I szczerze- cieszyłabym się z tego.
Mogłabym przyczepić się do okładki- nie lubię kiedy postacie są na opakowaniu. Przynajmniej pasuje kolorystycznie do poprzednich tomów. 
Nie podobała mi się również czcionka, a dokładnie jej rozmiar- był za mały. 

Mimo tego, ostatnia część wywarła na mnie spore wrażenie. Wiem, że długo jej nie zapomnę i z pewnością jeszcze do niej wrócę. 

 Zawsze przeglądam podziękowania, ale to wywarło na mnie ogromne wrażenie. Nie będę cytować, ponieważ zepsułabym Wam przyjemność z czytania, ale pamiętajcie, żeby poznać się z jego treścią. 



I na koniec:


„Zaczęliśmy razem i razem skończymy.”


A teraz na prawdziwy koniec:

Przeglądam sobie rysunki, podziwiam je i znajduję to. Ma się to oko, co?:) 
Z tych trzech zestawów najbardziej odpowiada mi trzeci. Jestem uzależniona od swoich poczciwych, starych dżinsów:)
undertheneverskyph:

fashion-by-the-book:

Under the Never Sky by Veronica Rossi
find it here
“People can be cruelest to those they love.” 

WOW!

sooo cute!!!fashion-by-the-book:

Through the Ever Night by Veronica Rossi
Find it here
“Love was like the waves in the sea, gentle and good sometimes, rough and terrible at others, but that it was endless and stronger than the sky and earth and everything in between.” 

adorbs. flove.
Wyzwania:fashion-by-the-book:

Into The Still Blue by Veronica Rossi
Find it here
This book came out last Tuesday, and is the last book in the Under The Never Sky Trilogy.
    Czytam fantastykę
    Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
    52 książki 2014
     rekord 2014




wtorek, 19 sierpnia 2014

Zwiadowcy. Królewski zwiadowca


Zwiadowcy. Królewski zwiadowca

-John Flanagan



tłumaczenie: Zuzanna Byczek
tytuł oryginału: The Royal Ranger
seria/cykl wydawniczy: Zwiadowcy tom 12
wydawnictwo: Wydawnictwo Jaguar
data wydania: wrzesień 2013 (data przybliżona)
liczba stron: 487
Moja ocena: 7/10




Ranger Apprentice by jufriStało się. Nie mogę uwierzyć, że skończyła się moja przygoda ze ,,Zwiadowcami". Mimo, że w tym tomie było napisane, że kolejna część ukaże się w tym roku, wyczytałam, że to błąd. Owszem, ma się ukazać kolejna książka autora, ale o mówiąca o przygodach Halta i Crowleya. Nie mogę się doczekać.


Do Araluenu wracamy aż po piętnastu latach, kiedy Will jest doświadczonym, znanym i podziwianym zwiadowcom.
Nie może pogodzić się z tragicznymi wydarzeniami sprzed kilku lat.
Zmienił się w innego człowieka. Nie uśmiecha się, a o żartach można zapomnieć. Jego myśli cały czas nie odchodzą od strasznego wypadku i obiecuje, że zemści się na sprawcach. O jego stanie może zaświadczyć jego wygląd- posiwiał i zapuścił brodę, stał się niechlujny, jak jego dawny mistrz- emerytowany zwiadowca Halt.

Przyjaciele bardzo się o niego martwią i zastanawiają się, co mogłoby mu pomóc. I wpadają na genialny pomysł. Korpus boryka się z dużym problemem- nie może znaleźć odpowiedniego kandydata na zwiadowce. Dowódca zgadza się, żeby zwerbować, po raz pierwszy w historii dziewczynę. A komu najlepiej powierzyć zadanie jej szkolenia? Najznakomitszemu zwiadowcy w historii królestwa- Willowi.
RA by FawnwatcherI takim o to chytrym sposobem, Will nie ma czasu na myślenie o niczym innym, tylko o swojej uczennicy-Maddie.

Pierwsze strony książki były dla mnie wielkim szokiem- Ci, którzy czytali wiedzą dlaczego. Przez cały dzień snułam się po domu z niewypowiedzianym pytaniem -dlaczego??.
Kiedy zaskoczenie opadło, zdałam sobie sprawę, że to nie są już moi zwiadowcy. Co to za część, w której Halt jest na emeryturze, a Horace z Cassandrą nie wychodzą poza mury zamku i Gilan, który jest zawalony papierkową robotą?
I dlatego cieszę się, że nie będzie 13 części.

Pierwsze pół książki trochę nudziło mnie i rozczarowywało. Za bardzo przypominało szkolenie Willa. Kiedy czyta się praktycznie to samo po raz drugi, nie jest się zafascynowanym, jak w pierwszym przypadku.
Gorszej dziewczyny od Maddie dawno nie widziałam. Wszystko co mówiła i robiła irytowało mnie. Jedyna myśl w takich sytuacjach - Biedny Will. 


Alyss Mainwaring by alleycat06
Przetrwałam te momenty i szczerze, było warto. Na ok. 51% zaczęło się coś dziać. Will z Maddie wyruszyli na pierwszą niebezpieczną misję. Może to głupio zabrzmi, ale przez czas wyprawy, wyobrażałam sobie, że to Will i Halt ją dowodzą. I nawet w to uwierzyłam, ponieważ  Maddie przeszły humorki i zachowywała się normalnie. Na szczęście.

Wydawać by się mogło, że ,,Królewski zwiadowca" nie jest zbyt dobrą książką, ale tak nie jest. Przy innych tomach, owszem wypada słabo, ale czytałam dużo gorsze powieści. No, ale poza tym to zwiadowcy. Moja ukochana seria- średniowieczny klimat, bohaterowie, z którymi się dorastało, niebezpieczne misje i te bezpieczniejsze. To wszystko było również i w ostatniej części.
Myślę, że dla osób, które zaliczyły już spotkanie z serią, ta pozycja jest obowiązkowa, zresztą dla innych również.


Wyzwania:
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014

sobota, 16 sierpnia 2014

Aniele, stróżu mój...

Angelfall

cykl: Opowieść Penryn o końcu świata (tom 1)  
tłumaczenie: Jacek Konieczny
tytuł oryginału: Angelfall
wydawnictwo: Filia
data wydania: 17 kwietnia 2013
liczba stron: 316
ocena: 10/10 










  

,,Czy rozczulanie się nad sobą rzeczywiście poprawia ludziom samopoczucie?
- Nie rozczulam się nad sobą.
- Oczywiście, że nie. Taka dziewczyna jak ty? Podróżująca w towarzystwie takiego półboskiego wojownika jak ja? Nad czym miałabyś się rozczulać?"*



 Jakiś czas temu wszyscy czytali "Angelfall", jednak ja byłam zajęta tyloma innym książkami, że nawet nie przyszło mi na myśl, żeby zainteresować się tym tytułem. Jednak los chciał, żebym znalazła tę powieść w bibliotece. Kiedy ją zobaczyłam, nie zastanawiając się długo, wzięłam książkę z półki. 

Anioły. Nie raz widzimy na obrazkach dzieci modlące się do swojego Anioła Stróża. Kto by przypuszczał, że właśnie te anioły, które miały nas chronić, będę przyczyną zguby rodzaju ludzkiego. 
Najpierw całą Ziemię nawiedziły kataklizmy, a potem one. Anioły, które sprawiły, że ludzie pozostawili kluczyki do swoich mercedesów w stacyjce, a nastolatki porzuciły Iphone'y. W ciągu dwóch miesięcy mieszkańcy Ziemi z naczelnego gatunku stają się podrzędnym, z drapieżnika zmieniają się w zwierzynę. Przez okres sześćdziesięciu dni zmieniają się wszystkie priorytety. Teraz nie liczy się sukienka na studniówkę, tylko przeżycie.

,,- Na tym polegał twój plan? (...)
- Mój plan zakładał, że zostanę rockmanem, zjeżdżę świat otoczony gromadką fanek, a potem potwornie utyję i spędzę resztę życia, grając na komputerze, otoczony wianuszkiem dziewczyn przekonanych, że wciąż wyglądam równie dobrze jak za czasów kariery muzycznej - Wzrusza ramionami, jakby chciał powiedzieć: "Kto by pomyślał, że świat się tak bardzo zmieni?""*



Penryn ma rodzinę. Może nie taką, o której by wszyscy marzyli, ponieważ jej matka jest schizofreniczką, a siostra jeździ na wózku. W normalnym świecie nie byłby to problem. Na chorobę można brać tabletki, a widny i podjazd pomagają niepełnosprawnym. Jednak apteki i sklepy zostały, jako pierwsze splądrowane i są ciągłe przerwy w dostawach prądu. Jednak Penryn się  nie zraża. Do pełni szczęścia brakuję jej tylko zapasu pożywienia i bezpiecznego lokum. By tego dokonać muszą uciec z miasta: w dzień, kiedy grasują gangi lub w nocy, kiedy atakują anioły. Wybierają opcje drugą. Czy okaże się dobra? Czy Penryn spełni swoje marzenie o bezpiecznym domu z pełną spiżarką?

Główna bohaterka była zaradna i silna, ale nie niepokonana. Zwykle w powieściach spotykamy się z postaciami, które są niepokonane lub nic same nie potrafią. W "Angelfall" bohaterka umiała walczyć. Jakże by mogło być inaczej skoro chodziła na sztuki walki od dzieciństwa, jednak zdarzało jej się popełniać błędy, co jest naturalne.  


"Angelfall" wciągnęło mnie od pierwszej strony. Przeczytałam pierwsze zdanie i już jej nie puściłam. Akcja pędziła od pierwszej do ostatniej strony, więc nie można było przerwać czytania i nie zastanawiać się, co zaraz się stanie. 
Watek miłosny nie był dla mnie zaskoczeniem. Chyba każdy się zorientuje dużo przed czasem, kogo obdarzy miłością główna bohaterka. (Przynajmniej nie było "trójkącika".) Jednak ten wątek nie był przytłamszający. Stanowił miłe tło dla prawdziwej akcji.
Ta książka była jedną z niewielu, po której przeczytaniu miałam dziwne uczucie, które występuję tylko po znakomitej lekturze. Czułam, że muszę jak najszybciej zaznajomić się z drugim tomem. Widać- nawet mój mózg kazał mi dać najwyższą notę. 

Polecam ,,Angelfall" wszystkim. Jestem na 100% pewna, że Wam się spodoba. Ja sama już zamawiam w bibliotece drugą część, ponieważ jestem ciekawa dalszych losów Penryn.



* cytat pochodzi z "Angelfall"

środa, 13 sierpnia 2014

Kroniki Ellie 2- Nieuleczalna

Kroniki Ellie 2-
Nieuleczalna

- John Marsden




tytuł oryginału: The Ellie Chronicles 2. Incruable. 
tłumaczenie: Anna Gralak
seria/cykl wydawniczy: Kroniki Ellie tom 2
wydawnictwo: Znak
data wydania: 5 czerwca 2013
liczba stron: 296
Ocena: 7/10


Pierwsza część Kronik bardzo mi się podobała. Autor nie podarował Ellie, ani jednej chwili wytchnienia. Bałam bardzo ciekawa, co przygotował dla nas w drugiej części. Na szczęście na odpowiedz nie musiałam długo czekać. 
Po tragicznych wydarzeniach z pierwszej części, los w końcu zaczyna się uśmiechać do głównej bohaterki. 
Ma wymarzonych opiekunów prawnych, dobrze dogaduje się z Gavinem i co najważniejsze- ma wystarczająco pieniędzy, żeby dalej prowadzić gospodarstwo. Wiedzie spokojne i zwyczajne życie jak każda nastolatka. Żartuję.Tak wyglądałaby sytuacja dla osoby niewtajemniczonej. Ellie choć nigdy oficjalnie nie dołączyła do ,,Wyzwolenia" bierze udział w kilku niebezpiecznych akcjach.


W tej części pan Mardsen przywiązuje dużą wagę do postaci Gavina. Odkrywamy jego tajemniczą przeszłość, która nie jedną osobę wprowadzi w zdumienie. Między chłopakiem i Ellie rodzi się bardzo silna więź. Wiedzą, że nie mają nikogo oprócz siebie. Mimo, że niejednokrotnie Gavin naraził siebie na niebezpieczeństwo, Ellie zawsze ruszała mu na pomoc. 
Już w pierwszej części zdziwił mnie fakt, że prawie pominięto postać Fi. 
W Nieuleczalnej w ogóle jej nie było. Niby najlepsza przyjaciółka, a zniknęła z życia Ellie. Szkoda.
Bardzo ciekawą  osobą był syn pułkownika Finley'a- Jeremy. Mam nadzieję, że w trzeciej części autor poświęci mu dodatkowych kilka zdań, ponieważ było go mało. Za mało. Z drugiej strony dzięki temu był bardzo tajemniczy.

Akcja jest powolniejsza niż w pierwszej części. Jedynie wypady za granice były pełne napięcia i jeszcze końcówka książki. Nie mogłam się od niej oderwać.
 Nieraz autor mnie rozśmieszał i wprawiał w osłupienie. Minusem były długie rozważania Ellie, które czasami ciągnęły się przez kilka rozdziałów.
,,Nieuleczalna" trzyma fason serii, choć przy pierwszej części wypada słabiej.
Co raz częściej zastanawiam się, czym zaskoczymy nas autor w ostatniej części. Ja bym już nie miała pomysłów, ale o tym mam zamiar za niedługo się przekonać. 



Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
52 książki 2014
rekord 2014


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Przystojniak z kosmosu


Obsydian - Jennifer L. Armentrout










tytuł oryginału:Obsidian
wydawnictwo: Filia
data wydania: 21 maja 2014
liczba stron: 400
ocena: 7/10





 
 ,,Zawsze uważałem, że najpiękniejsi ludzie, naprawdę piękni w środku i na zewnątrz, to tacy, którzy nie są świadomi swojego wpływu.[..] Ci, którzy rozprzestrzeniają swoje piękno, chwalą się, marnują to, co mają. Ich piękno jest ulotne. to tylko skorupa, ukrywająca ciemność i pustkę." *
 
 
 
Zwykły schemat książek młodzieżowy:
-nowy rok szkolny 
-dziewczyna poznaję przystojniaka
-podchody przez około 50 stron
-na około 250 stronie pocałunek
-problemy pary, który ciągnie się przez kilka tomów
-zakończenie happy endem 
 
Przeczytałam mnóstwo książek, które mają taki schemat. Ta książka tak nie była. Już po trzech kartkach nasza bohaterka spotyka super przystojniaka. Opis jego "klaty" mnie dosłownie powalił .Jeszcze chyba się z taką dokładnością nie spotkałam. Oczywiście nikt nie może być idealny. Daemon Black jest dupkiem.Odtrąca dziewczyna na wszystkie możliwe sposoby. Robi wszystko, żeby Katy nie spotykała się z jego siostrą, która również jest nieziemską pięknością. Niestety Dee Black jest zdeterminowana, żeby zaprzyjaźnić się z kimś normalnym.

Trudno było mi nie utożsamić się z główną bohaterką. Katy prowadzić bloga książkowego i jej zamiłowaniem, tak samo jak moim, są książki. 

Autorka nawet nie próbowała sprawdzić, żeby wątek miłosny nie był głównym. Czuło się, że problematyka bohaterki skupia się głównie na chłopaku. 
Wielkim plusem jest dodatek do książki. Zawierał w sobie wybrane rozdziały z punktu widzenia Daemona oraz trzy rozdziały następnej części. Kolejną zaletą jest fakt, że nie pojawił się kolejny chłopak, który zawrócił w głowie głównej bohaterze i nie powstał "trójkącik". Poza tym trudno byłoby, żeby ktoś mógł konkurować z Daemonem o dziewczynę :) 

"Obsydian" nie kończył się zagadkowo, ale za to pierwsze rozdziały każą mi z niecierpliwością czekać na następną część - "Onyx".
 
 
Czytając książkę miałam dziwne uczucie. Po przeczytaniu zrozumiała, o co chodziło. Czytałam bardzo podobną książkę, tylko z punktu widzenia chłopaka, który jest kosmitą.
"Jestem numerem cztery". Prawie identyczna. Zniszczona planeta przez wrogą rasę, z której muszą uciekać. Osiedlają się na Ziemi, ale nadal muszą uważać, żeby wrogi rodzaj ich nie zabił i oczywiście mają super moc. Identyczne. 
Boję się, że autorka mogła trochę (no dobra, dużo) od gapić od

I na koniec moja ciągła reakcja podczas czytania. Jedna różnica to taka, że to ja jestem brunetką, a nie Anka. I oczywiście ja za tą książką się bardzo szeroko uśmiecham :D
 
 
 
 
 
 * cytat pochodzi z książki pt. "Obsydian"

Marcowe mole